zwykła czcionka większa czcionka drukuj

Pustynna burza

Operacja wojskowa pod słynnym kryptonimem "Desert storm" uchodzi za jedną z najlepiej dopracowanych i przygotowanych taktycznie akcji militarnych w historii. Stawia się ją za wzorcowy przykład myśli strategicznej oraz wojennego kunsztu. Żołnierz musi posiadać szczegółowy plan akcji - widz w teatrze niekoniecznie. Co zostanie z magii spektaklu, festiwalu niedopowiedzeń, jakim z pewnością powinno być każde przedstawienie, jeśli większość subtelnych luk Szekspirowskiej psychologii wyłożymy na tacy? "Król Lear" w teatrze STU to mieszanka momentami nachalnej naoczności z ciekawą koncepcją i zaangażowaną grą aktorów.

Scenografia jest surowa, oszczędna. Specyficzną, prostokątną scenę teatru wypełnia piasek, na nim leży korona. Na schodach, prowadzących na balkon, palą się znicze. Pośrodku balkonu - gong i bębny. Całość wprowadza atmosferę oczekiwania na mający się odbyć rytuał. Funeralne skojarzenia nie są bezpodstawne - oto Lear wyłania się spod piasku, wstaje niczym żywy trup, wampir, duch, by jeszcze raz opowiedzieć swoją historię.

Król Lear KRAKOWSKI TEATR SCENA STU

"Król Lear"
fot. P. Nowosławski

Intrygującym elementem spektaklu jest pewna geometryczność postaci w przestrzeni: ustawienie trzech córek wobec ojca, dworzan, sługi-bębniarza, zdaje się tworzyć klatkę, zamykającą starca wewnątrz swojego świata - kruchego jak piasek, po którym stąpa. Poszczególne partie tekstu, sceny dramatu, oddziela dźwięk bębnów - chwyt absolutnie niepotrzebny, wprowadzający pewną sztuczność, mechaniczność następujących po sobie scen.

Jeśli już mowa o minusach, to największą zadrą na tym ciekawym spektaklu jest coś, co nazwałbym naocznością środków. Publiczność potraktowano tak, jak gdyby pierwszy raz spotkała się z nazwiskiem Szekspira. Bohaterowie jasno i klarownie wyrażają swoje myśli, zamiary, intencje, dbając o to, by nawet najbardziej oddalony od sceny widz, najbardziej nieroztropny obserwator nie miał żadnych wątpliwości, co będzie się dziać i jak przebiega akcja dramatu angielskiego geniusza. Poza tym inteligencja widza zostaje wystawiona na próbę, gdy usiłuje się nachalnie zaprezentować stany emocjonalne bohaterów (jeśli serce Leara cierpi, aktor zamaszystym gestem bije się w piersi, bohaterowie padają na kolana, przesadnie akcentują, z całej siły próbują pokazać nam jak się czują). A przecież nie to jest siłą utworów Szekspira, u którego nic nie jest oczywiste. Szekspir to gra aluzji. Esencją Szekspirowskiej siły jest właśnie to, co niewypowiedziane.

Na szczęście powyższe mankamenty nie przesądzają o ocenie całości spektaklu. Grający główną rolę Mariusz Saniternik jest bardzo zaangażowany w swoją postać. Patrząc na niego, wierzymy w jego ból, cierpienie, stopniowe popadanie w obłęd. Swoją drogę od potężnego, charyzmatycznego władcy do błaznowatego, godnego pożałowania starca pokonuje bardzo płynnie, nie pozwalając na ostateczny triumf jednej strony osobowości, kosztem drugiej. Wyraźnym znakiem zbliżającego się końca jego życia jest scena z początku drugiego aktu, gdzie Lear stojąc w nieruchomej pozie, pozwala, by piasek powoli, aczkolwiek stanowczo sypał się na niego, niczym do klepsydry odmierzającej czas...

Król Lear KRAKOWSKI TEATR SCENA STU

"Król Lear"
fot. P. Nowosławski

Mocną stroną spektaklu są partie komediowe. Tak lubiany przez Szekspira motyw teatru w teatrze na swoich barkach niesie przede wszystkim Dariusz Gnatowski jako Kent. Zarówno on, jak i jego "tajemnicza" towarzyszka przebrana za chłopca, przypominają Flipa i Flapa, postacie komedii slapstickowych. Kent swoim chodem wyraźnie oscyluje wokół Chaplina. Ukoronowaniem komizmu tych niby-skeczy jest zakucie Kenta w potężne dyby, a następnie wyniesienie go pod sam sufit, gdzie przyjdzie mu tkwić przez dłuższy czas.

Warto zwrócić uwagę na postacie dwóch braci: Edmunda i Edgara. O ile pomysł na postać pierwszego jest całkiem spójny i konsekwentny, to pomysł metamorfozy drugiego jest daleki od mojej aprobaty. Intryga uknuta przez Edmunda doprowadza do tego, iż Edgar biega półnagi w stringach i kosmicznie długich dredach, tańcząc oraz śpiewając. Rozumiem chęć stworzenia kontrastu, jednak pomysł poległ w sferze choreograficzno-wokalnej.

Cała oś dramatyczna opiera się na scenicznej pustyni. To na niej rozgrywają się wszystkie sceny. Ona staje się miejscem okaleczenia Gloucestera, obnażając jednocześnie swoje czerwone, piekielne czeluście pod fałdami piasku. Za jej sprawą Król Lear - Król Duch wstaje i umierając, zapada się w nią, zataczając tym samym mityczny krąg. Pustynia to pole walki: Leara z samym sobą, z córkami, z własnym sumieniem, człowieczeństwem. A może cała akcja to tylko pustynna fatamorgana? Pojedynek samotnego Leara zamkniętego w klatce własnych ułomności?

Pustynna burza w STU, podobnie jak jej słynna poprzedniczka, może budzić różne emocje. Jednak w przeciwieństwie do wojny w Zatoce Perskiej, wojna Leara nie ma i nie będzie mieć końca.

Piotr Gaszczyński
Teatralia Kraków
8 listopada 2010

Krakowski Teatr Scena STU
Wiliam Shakespeare
"Król Lear"
adaptacja i reżyseria: Krzysztof Jasiński
dekoracje: Maciej Rybicki
muzyka: Janusz Grzywacz
kostiumy: Anna Czyż
obsada:
Król Lear - Mariusz Saniternik
Kent - Dariusz Gnatowski
Gloucester - Marek Litewka
Edgar - Marcin Zacharzewski
Edmund - Mariusz Zaniewski
Kordelia - Agata Myśliwiec
Regana - Anna Cieślak
Goneryla - Dominika Figurska
Oswald - Grzegorz Suski
premiera: 15 października 2010 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP