zwykła czcionka większa czcionka drukuj
szukaj

Moc lustra

Tegoroczna edycja festiwalu "Dialog" przebiegała pod hasłem "Niecodzienni". Gościła na nim także szwajcarska "Salle d'attente" przygotowana przez Krystiana Lupę i aktorów z Lozanny. O pomyśle na wrocławską "Poczekalnię.0" słyszał pewnie każdy teatroman w Polsce. Problem w tym, że bohaterowie tego spektaklu są na wskroś codzienni.

Poczekalnia.0 TEATR POLSKI Wrocław

Osnowa scenariusza - utknięcie grupy pasażerów wracających z Oświęcimia na niewiadomej stacji - uzupełniona została o inną, równie ważną koncepcję. Zdezorientowani podróżnicy obserwowani są przez dwóch mężczyzn za pomocą monitoringu i kamer. Cała sytuacja nosi znamiona wysoce niewyjaśnionej, ale i nieprzypadkowej. Pomysł na umieszczenie w niej aktorów (odwiedziny obozu jako element pracy nad "Hamletem") już na samym początku nieszczęśliwie przywołał mi w pamięci film Andrieja Tarkowskiego "Stalker". Nieszczęśliwie, bo wszystko, co najwspanialsze w obrazie Tarkowskiego, zyskuje tu swe krzywe, lustrzane odbicie. W spektaklu Lupy, mimo obecności podróżnych i sytuacji mającej rodzić nieoczekiwane zdarzenia i sytuacje, nie dzieje się prawie nic. Nie ma żadnej drogi, jest tylko puste trwanie. Nie ma jurodiwego przewodnika, są zobojętniali podglądacze.

Kolejne monologizujące lub kłócące się ze sobą postaci zasadniczo zarysowują dwa problemy, które je najsilniej - choć oczywiście z osobna - dotykają. Pierwszym jest alienacja, boleśnie przeżywane zamknięcie się w sobie. Drugim - niezrozumienie płynące od innych i nienawiść do ludzi. Martin (Marcin Czarnik) powie dobitnie, że "każdy myśli tylko o własnej dupie". Czemu jednak nikt tych dwóch faktów nie powiąże? Że może drugie wynika z pierwszego, że wyobcowanie przeradza się w najgorszą frustrację? Takie zmyślności nie w tym spektaklu...

Poczekalnia.0 TEATR POLSKI Wrocław

Rzecz robi się tym ciekawsza, że podczas Europejskiego Kongresu Kultury (wtedy "Poczekalnia.0" miała prapremierę) światowej sławy belgijski artysta Jan Fabre mówił o zastanawiającym odkryciu naukowym dokonanym na polu neurobiologii. Referowany przez Fabre'a sukces badawczy polegał na stwierdzeniu, że w neuronach znajdują się struktury przypominające lustra. Stąd też miałaby pochodzić idea imitacji, kopiowania, ale i empatii. Do tej hipotezy Fabre przywiązywał ogromną wagę, dowodząc, że "nasze mózgi to piety, organy imitacji, współczucia". Czyżby sen o ideae innatae (ideach wrodzonych, nienabytych przez doświadczenie ani niewytworzonych przez umysł) miał się ziścić? Tak czy owak, słowa Fabre'a stanowią ciekawy i mocny kontekst dla spektaklu Lupy, w którym znaczna część rozmów skupia się na fetyszu naszych czasów - indywidualizmie. Jedna z aktorek wracających z Oświęcimia protestuje, gdy ktoś używa liczby mnogiej. Panuje przekonanie o braku możliwości zawiązania jakiejkolwiek wspólnoty. Każdy myśli po swojemu i tylko wtedy może utrzymywać, że ma rację. A spektakl podpisano: "Krystian Lupa + kreacja zbiorowa". Czymże więc jest "kreacja zbiorowa"? Ktoś gubi się tu w zeznaniach.

Osławiona metoda pracy Krystiana Lupy pozwala wszak domyślać się, jak mógł powstawać scenariusz "Poczekalni.0" i że budowanie scenicznych postaci odbywało się przy wydatnym udziale aktorów. Można więc, trawestując inne słowa padające w spektaklu, napisać tak: oni wyhodowali te potwory! I sobie z nimi nie radzą. Zwykle umniejszają wynikłe konflikty i narastające wśród nich problemy, sprowadzając je do bliskich sobie pojęć. Jakich? Ano takich, jakby usilnie chcieli publiczność "zgwałcić przez uszy". Tyle, że brakuje im gombrowiczowskiej wyobraźni i ze sceny sypią się, żenujące w swej wymowie, przekleństwa. A zarówno w życiu, jak i w sztuce (zwłaszcza tej imitującej życie) przekleństwo jest zawsze w mniejszym lub większym stopniu wyrazem bezradności wobec ukazującego się w swym skomplikowaniu świata. Łatwo sprowadzić wszystko do jednego - do rynsztoka.

Poczekalnia.0 TEATR POLSKI Wrocław

Jest więc "Poczekalnia.0" kolejnym spektaklem Lupy o niemożności zrobienia spektaklu, a także niemożności życia i nierobienia jednocześnie spektaklu - wokół siebie i przede wszystkim z samym sobą. Metateatralne rozważania, które zajmują tu dość dużo miejsca, tylko to potwierdzają. Są one zresztą dość mętne; przeważają jednak skargi aktorek na aberracje psychiczne doznawane w trakcie przygotowywania teatralnej roli, oczywiście połączone z niemożnością otworzenia się na innych (konfesyjny monolog Anny Ilczuk). Czy jednak w tym przeciągłym mówieniu o duszeniu się we własnej skorupie tkwi prawdziwa chęć przełamania własnych predylekcji?

Jeżeli przyjąć, jak chcą niektórzy komentatorzy "Poczekalni.0", że mamy do czynienia ze zbiorowym portretem współczesnego, zdegenerowanego człowieka, to dlaczego nikt nie zadaje sobie wysiłku i nic z tym przez trzy i pół godziny trwania spektaklu nie robi? Oto i mamy punkt dojścia poszukiwań Lupy: transgresyjność jego najnowszej sztuki polega na tym, że żaden z jej bohaterów nie podejmuje transgresji. Bo i po co? Przecież - chociaż jest źle - między nami dobrze jest (sic!).

W moim mniemaniu dwoje aktorów zasłużyło na wyróżnienie, budując swe postaci choć trochę inaczej, pod włos manierze narzuconej przez reżyserski projekt. Byli to Halina Rasiakówna i Rafał Kronenberger, choćby z tak prostego powodu, że z ich ust można było usłyszeć sensowne słowa. Rozczarowana swym małżeństwem Pani Hubert zastanawia się, jak przeżyć dzień w zgodzie ze sobą. Co może ją dziś cieszyć, zadowolić? Kroni zaś próbuje wprowadzić w bezładny świat "Poczekalni.0" choć trochę chłodu, spokoju i racjonalności.

W spektaklu mamy do czynienia z punktem kulminacyjnym, kiedy to faktycznie można mówić o zdecydowanej odmianie sytuacji scenicznej. Prawie wszyscy uczestnicy nocnego zdarzenia stają pod ścianą. Poza jednym, Panem Hubertem, który wymierza w nich pistolet (Wojciech Ziemiański). Jest to jednak chwyt dość sztuczny, nadto mocno wyeksploatowany. W całym mnóstwie polskich powieści "antysystemowych" ostatniej dekady pojawia się taki apragmatyczny zamach (u Sławomira Shutego, Dawida Bieńkowskiego, Mariusza Sieniewicza czy Edwarda Redlińskiego). Tam też roi się od wykluczonych i bywa podobnie przewidywalnie. Wcześniej u Lupy mamy jeszcze akcje podjazdowe grafficiarzy (czyli tych, którzy wcześniej długo obserwowali grupę z bezpiecznej odległości) wymierzone w uwiedzenie bądź rozebranie upatrzonej wcześniej kobiety. Sytuacje kończą się oczywiście podwójnym zwycięstwem, a towarzyszą temu urocze słowa: "rozbieranie się z sensem nie ma sensu".

Poczekalnia.0 TEATR POLSKI Wrocław

Nie mam pretensji o "przymusowy" voyeuryzm serwowany widzom (poniekąd na tym polega teatr i nie da się od tego uciec). Nie razi mnie też lekka perwersyjność w nim obecna - całkiem ciekawa jako chwyt artystyczny. Ale już bezładność, miałkość i jałowość tej kreacji sprawiają, że chce się na wrocławskie przedsięwzięcie żachnąć.

Mam dobrą wiadomość dla tych, którzy czytają zwykle tylko ostatni akapit. Będą to słowa Lwa Tołstoja, do których nic dodać, nic ująć: "Sądzimy, że uczucia doznawane przez ludzi nam współczesnych i z naszej sfery są bardzo ważkie i różnorodne, gdy tymczasem w rzeczywistości prawie wszystkie uczucia tychże ludzi sprowadzają się do trzech bardzo błahych i nieskomplikowanych: pychy, pociągu seksualnego i znudzenia życiem. I te trzy uczucia i ich odgałęzienia stanowią prawie wyłączną treść sztuki klas posiadających". Czy to jest ten nowy projekt antropologiczny? A może raczej "nic nowego pod słońcem"? Najwyraźniej twórcom "Poczekalni.0" zabrakło lustra, w którym mogliby się w z a j e m n i e przejrzeć.

Adam Domalewski
Teatralia Poznań
17 listopada 2011

Teatr Polski (Wrocław)
Krystian Lupa + kreacja zbiorowa
"Poczekalnia.0"
reżyseria i scenografia: Krystian Lupa
kostiumy: Piotr Skiba
Nie napisała scenariusza, ale była przy poczęciu: Dorota Masłowska
reżyseria wideo: Bartosz Nalazek
montaż materiałów wideo: Konrad Styczeń
ambient: Daniel Mariański
blogerska współpraca scenariuszowa: Hanna Klepacka
światło: Kazimierz Blacharski
instalacja podczas przerwy: Autoportrety aktorów/postaci
obsada:
Sylvia - Sylwia Boroń
Panisława - Krzesisława Dubielówna
Ania - Anna Ilczuk
Daga - Dagmara Mrowiec
Pani Hubert - Halina Rasiakówna
Falaczi - Ewa Skibińska
Marta - Marta Zięba
Martin (Zampano) - Marcin Czarnik
Mirek - Mirosław Haniszewski
Kroni - Rafał Kronenberger
ß - Marcin Pempuś
α - Adam Szczyszczaj
Pan Hubert - Wojciech Ziemiański
premiera: 8 września 2011 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP