zwykła czcionka większa czcionka drukuj
szukaj

Pierrot i teatr zidiociały

Tradycyjnie już na PPI nie może zabraknąć spektakli André Hübnera-Ochodlo, co raczej przeglądowi specjalnie nie szkodzi jakościowo. Nawet jeśli za estetyką tego reżysera się nie przepada, bo Ochodlo to reżyser staranny, ambitny i ciekawy.

Znikomość TEATR IM. A. MICKIEWICZA Częstochowa

A "Znikomość" jawi się tu szczególnie interesująco, zwłaszcza jeśli przywoła się w pamięci repertuar III MPPI i odnajdzie niepozorny, a jednocześnie genialny spektakl Iwo Vedrala "Amok, moja dziecinada". Przywołuję go, bo choć oparte na innych tekstach, oba spektakle stworzone są na podstawie faktów i poruszają dokładnie ten sam temat - mord w szkole i w stosunkowo nieodległym czasie pojawiają się na tym samym przeglądzie. Myślę, że zasadnie można dopatrzyć się tu pewnej intertekstualności. Dramaty różnią się nieco kontekstem. W przypadku "Amoku" jest to mord rówieśniczy, dokonany przez trójkę przyjaciół; w "Znikomości" krwawej zemsty dokonuje już człowiek dorosły. Jednakowoż podłoże zbrodni jest z gruntu to samo - wyobcowanie, nieprzystosowanie, bezbrzeżne osamotnienie, nadwrażliwość, olbrzymia frustracja, przemoc, żal do świata, zaniedbanie i lęk. I tak jak "Amok" zapadł mi w pamięć i duszę, zelektryzował prawdziwością, mimo teatralnej umowności i hipnotyzującej metafory, wzbudził grozę i lęk, tak "Znikomość" wydała mi się przesadnie napuszona, z przerysowanymi emocjami, przeładowana środkami wyrazu, nie wniosła też niczego nowego do tematu, a nawet wykorzystała (twórczo, ale jednak wtórnie) motyw dmuchanych baloników - symbolu złudnej harmonii człowieczego życia, niewinności świata i młodzieńczej beztroski, które pękają z trzaskiem w zetknięciu z buntownikiem. W stosunku do swojej poprzedniczki, sztuka ta wydaje mi się drugorzędna, nie znaczy to jednak, że nie zasługuje na uwagę. Sztuka Vedrala to studium specyficznej reakcji na lęk, samotność i własne kompleksy, która narodzić się może w każdym z nas. Opowieść o demonie zemsty, który tkwi gdzieś w człowieku i ujawnić się może niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie, w najspokojniejszej, najbardziej niepozornej istocie. Spektakl Ochodlo to jedno wielkie oskarżenie, atak na dzisiejsze społeczeństwo, postępującą obojętność, galopujący konsumpcjonizm, degradację wartości. Jest wielkim anarchistycznym manifestem, hymnem wolności i apelem o opamiętanie. A jednak niepozbawionym pewnego nawiasu, jakim jest przemożna tęsknota do życia w społeczeństwie.

Znikomość TEATR IM. A. MICKIEWICZA Częstochowa

Świat dla głównego bohatera jest więzieniem, miejscem opresji, rygorystyczną, głupią szkołą, szpitalem wariatów i rzeźnią. I ten świat go ukształtował, on sam jest więźniem, ofiarą, samozwańczym nauczycielem, świrem i oprawcą. Ten świat serwuje mu Myszkę Miki i coca-colę, nic poza tym, nie pozostawia mu wyboru. Ten świat to wojenny poligon, na którym jest - on, sam jeden - żołnierzem. I jednocześnie smutnym klaunem, skazanym na porażkę, w gruncie rzeczy niemającym racji, przynajmniej takiej, jaką zechce uznać świat. Tak rozumiem strój pierrota, który bohater wdziewa na siebie, ruszając na wojnę ostateczną. Jest to oczywiście nawiązanie do filmu Afanasjewa "Białe zwierzęta" podkreślającego - naprawdę udanie - osamotnienie i tragiczną, niejako przymusową, rezygnację ze świata jednostki nadwrażliwej, a może po prostu - wrażliwej. Fragmenty filmu zostały zgrabnie wplecione w spektakl i trochę szkoda, że na tym nie poprzestano - dodatkowe filmiki, wariacje dotyczące dzieła Afanasjewa, nie pozbawione są pretensjonalnej nutki.

Spektakl jest charakterystyczny - tak jak cała twórczość Ochodlo i zawiera wszystko to, co w niej najlepsze: nastrojowość, skrajność, świetne, genialnie wkomponowane songi, i charakterystyczny podział przestrzeni scenicznej na dwie części - tutaj w naprawdę interesującym ujęciu, bowiem jedną część stanowi publiczność, oddzielona od sceny siatką. A jednak interakcje aktora z publicznością są nieco przesadne i w umowności swej sztuczne, celuje on z pistoletu i wiadomo, że nie strzeli, celuje nożem i wiadomo, że nie rzuci, celuje palcem, ale wiadomo, że w nikogo.

Ów nadmiar środków, o których wspominałam wcześniej, cechuje również grę aktorską. Półtorak jest niewątpliwie świetny, ma profesjonalny warsztat i posiada szalenie bogaty wachlarz możliwości, którego reżyser, niestety, nie utrzymał w ryzach. Niczego w tym spektaklu nie zabrakło, za to wszystkiego było o ciut za dużo. Wszystkie te zarzuty można śmiało uznać czepialstwem, ale jest to czepialstwo, które ma żal do dobrego spektaklu, że nie był genialny. A mógłby.

Znikomość TEATR IM. A. MICKIEWICZA Częstochowa

Natomiast tego samego nie można powiedzieć o "Scenariuszu dla trzech aktorek", który był spektaklem zaledwie średnim i opartym na jednym i tylko jednym pomyśle - maksymalnym wygłupieniu się aktorek. Owszem wygłupiają się przednio, ale jednocześnie ogłupiająco. Jest to, oczywiście, dość trafny pastisz współczesnego teatru zidiociałego, który w poszukiwaniu metafizyki grzęźnie w bezmyślnym bełkocie i "gimnastyce", którego nader często głównym środkiem wyrazu są embrionalne, konwulsyjne lub po prostu małpie ruchy aktorów, za którymi nie stoi żaden sens, ani żadna myśl. To wszystko trafione jest w punkt, ale jednak na cały spektakl to trochę mało, i właściwie starczy, że takie spektakle przychodzi nam oglądać w rzeczywistości. Nic ponadto na scenie nie wybrzmiało: ani komizm słowny (za to starannie zostały podbite wszystkie dowcipy prymitywne - "sracze", "kurwy" i im podobne - ku niezwykłej uciesze gawiedzi), ani żadna głębsza refleksja, której przecież tekst nie jest pozbawiony. Pod tym względem było to przedstawienie bardzo smutne, nazbyt dokładnie oddające kondycję - nawet nie tyle już teatru - co publiczności. Improwizacja aktorska pełna była mielizn i chaosu, i mimo niewątpliwych talentów grających pań - dała się złapać w główne niebezpieczeństwo improwizacji - brak pomysłu i powracanie wciąż do raz sprawdzonego gagu. Tymczasem nawet improwizacja - potrzebuje reżysera! Bardzo słabo, sztucznie i nijako wypadła w spektaklu nasza częstochowska aktorka - Iwona Chołuj - wyraźnie odcinając się od swoich towarzyszek słabym warsztatem i brakiem pomysłu na postać.

Niemniej mam wrażenie, że spektakl ten to ważny głos w dyskusji, tudzież w refleksji, nad kształtem i celem teatru.

Katarzyna Mazur
Teatralia Warszawa
5 października 2011

Teatr im. A. Mickiewicza (Częstochowa)
Lars Noren
"Znikomość"
przekład: Halina Thylwe
reżyseria i scenografia: André Hübner-Ochodlo
muzyka: Adam Żuchowski
współpraca scenograficzna: Stanisław Kulczyk
producenci spektaklu: Teatr Atelier im. Agnieszki Osieckiej w Sopocie, Teatr im. Adama Mickiewicza w Częstochowie

Projekt Teatr Warszawa
Bogusław Schaeffer
"Scenariusz dla trzech aktorek"

reżyseria: Bogusław Semotiuk
muzyka: Bogusław Schaeffer
obsada:
Pie - Iwona Chołuj
Dru - Anna Modrzejewska
Cze - Dorota Gorjainow

V Przegląd Przedstawień Istotnych "Przez dotyk" Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP