zwykła czcionka większa czcionka drukuj
szukaj

"Też w ryj dać, mogę dać"!

W opiniotwórczej gazecie "Olivia" wypowiedział się ostatnio Michał Żebrowski. Powiedział, że "kiedy aktor zagra wyjątkowo, to płaczą i górnicy, i profesorowie"1. Tak patronalne podejście do publiczności w ustach słynnego aktora może albo śmieszyć, albo niepokoić. W niefortunnym sformułowaniu Żebrowski przekazał jednak coś ważnego: teatrowi zależy na publiczności. Bez niej traci on swoje semantyczne znaczenie. Théatron to w grece 'miejsce do widzenia'.

Od wieków więc publiczność jest w centralnym miejscu zainteresowania wszystkich twórców, od tych, którzy bezpiecznie pozostawiają widownię za czwartą ścianą, po tych, którzy wyciągają widzów na scenę i każą im współtworzyć spektakl. Artysta bez publiczności jest jak ryba bez wody, a najgorszym koszmarem aktora wydaje się gra do pustego audytorium.

A jednak ostatnio, szczególnie w teatrze polskim, dominuje moda na dawanie widzowi "po gębie". Część reżyserów wciąż oskarża publiczność o dążenie do mieszczańskości, skłonność do elitaryzmu i znieczulenie na ludzką krzywdę. Zdają się mówić: To wy, widzowie, jesteście winni utrwalaniu szkodliwych systemów i przywar kapitalizmu!

I niech krzyczą, niech oskarżają. Wierzę, że dziś teatr musi być głosem rozsądku, buntu i otrzeźwienia, jeśli nie chce pozostać jedynie estetyczną wydmuszką albo produktem na sprzedaż. Jednak, aby być skutecznym, teatr polityczny i społecznie zaangażowany musi również dbać o jakość, jasność przekazu i szacunek dla odbiorcy. Tylko wtedy możliwe jest osiągnięcie brechtowskiego "płaczu mózgiem" - zrozumienie i przemyślenie przez publiczność treści przedstawionych na scenie. Bez spełnienia tych warunków może się okazać, że artyści krzyczą jedynie do pustego audytorium albo garstki kolegów, którzy z sympatii przyszli na spektakl.

Życzę Monice Strzępce i Pawłowi Demirskiemu, by problem braku widowni nigdy ich nie dotknął. W tym numerze o ich nowym spektaklu, "W imię Jakuba S." z Teatru Dramatycznego w Warszawie, pisze Magdalena Zielińska. Tego samego życzę o wiele mniej krzyczącej, ale wciąż wrażliwej politycznie Annie Augustynowicz. Szczecińską realizację "Małego rodzinnego interesu" Alana Ayckbourna w jej reżyserii recenzuje Kinga Binkowska.

Poza tym w numerze znajdziecie m.in. tekst Diany Tomaszewskiej o bardzo interaktywnym przedstawieniu - "Szalonych nożyczkach" z Teatru Powszechnego z Radomia; recenzję Anny Kołodziejskiej z prapremiery "Ciał obcych" Julii Holewińskiej w reżyserii Kuby Kowalskiego; i relację Olgi Śmiechowicz z premiery "Szczęśliwych dni. Aktu Zerowego" Samuela Becketta w reżyserii Krzysztofa Popiołka. Zapraszam do lektury! Teatr potrzebuje publiczności, a "Teatralia" czytelników!

Mateusz Jażdżewski
Redaktor wydania
Nr 9 (9)
5 marca 2012

1 http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/133401.html

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP