Mit wolności?

Tekst Kanadyjczyka z akcją toczącą się w amerykańskim motelu, prowadzonym przez rosyjskich imigrantów, wystawiany przez gdański teatr na Scenie Kameralnej w Sopocie... To za duży mix, nawet jak na Teatr Wybrzeże.

"Loretta" to opowieść o dziewczynie, która szuka recepty na sukces. Dla jego osiągnięcia jest gotowa zrobić wiele, ostatecznie nawet nadszarpnąć swoją moralność. Zanim osiągnie szczyt, zajmuje się pracą kelnerki w małym miasteczku, wynajmuje niewielki pokoik w mało atrakcyjnym motelu, międzyczas wypełniając niekończącymi się rozmowami telefonicznymi. Dzwonek telefonu rozlega się często w czasie spektaklu, a wesoły szczebiot bohaterki przeplata z irytacją z powodu nagabujących ją do powrotu przyjaciół i członków rodziny.

Loretta TEATR WYBRZEŻE Gdańsk

"Loretta"
fot. T. Kamiński

Loretta, po latach zależności od mężczyzn, po śmierci męża, ma okazję się usamodzielnić, lecz jej droga do wolności jest tylko ułudą, bowiem młoda wdowa niezwykle przyciąga przedstawicieli płci przeciwnej. Więc szybko w progach jej pokoju zjawia się dwóch dość żałosnych zalotników - każdy zauroczony nią, lecz żaden nie mogący zaoferować jej tego, na czym jej zależy.

Lekka formuła, miejscami zabawny tekst, pewnego rodzaju głębia treści (ta akurat bardzo, bardzo głęboko...), dynamiczna akcja. Więc dlaczego mi się nie podobało? Pierwsza rzecz: ozdobniki - typowe dla ostatnich realizacji Wybrzeża, często płytkie, żenujące (jak taniec trio: ich dwóch i ona, czy mało apetyczne gesty Michaela), niekiedy zupełnie bez związku - jak spoty w telewizorze, muzyka ciut nie na temat... Druga to sama Loretta. Nie wymagam, żeby z teksańskiej, czy skądkolwiek by ona nie była, dziewki zrobić arcypostać. Ale to, co pokazuje Anna Kociarz, tak naprawdę nie wiadomo, w którą stronę zmierza. Aktorka cały czas zdaje się być "ponad" swoją postacią, drwić ze swojej naiwnej bohaterki, zupełnie nie identyfikuje się z nią i jest poza nią. Przez cały spektakl miałam wrażenie, że stara się odciąć od Loretty, tylko ciałem wypełniać kostium, a krytycznym wyrazem twarzy i negacją całej postawy uciec od Amerykanki z prowincji.

Inaczej Piotr Jankowski: całym sobą wciela się w Dave'a, który jest raczej jego przeciwnym biegunem. Świetna rola, jedyna zabawna w tym spektaklu. Przyzwyczajona do kreacji macho i latynoskich kochanków w wykonaniu aktora, byłam zaskoczona pojawieniem się zakompleksionego nieudacznika z przedziałkiem i w bezrękawniku i - przyznaję - obawiałam się tej konfrontacji. Jednak Jankowski poradził sobie znakomicie i to on, pomimo niewątpliwych starań kolegów (a bardziej koleżanek), jest numerem 1 tego show.

Do zalet należy doliczyć czas przedstawienia: 100 minut nie dłuży się w nieskończoność, widzowie nie ryzykują drzemki, a twórcy - połowicznie wypełnionej widowni po przerwie. Bo tylko najbardziej heroiczni zaryzykowaliby powrót...

Bernadeta Sobczyńska
Teatralia Trójmiasto
2 grudnia 2008

Teatr Wybrzeże w Gdańsku
Scena Kameralna w Sopocie
George F. Walker
"Loretta"
przekład: Małgorzata Semil
reżyseria: Michał Kotański
scenografia: Paweł Walicki
muzyka: Ksawery Szlenkier
ruch sceniczny: Filip Szatarski
asystent reżysera: Piotr Jankowski
projekcje: Tomasz Bergmann
obsada: Justyna Bartoszewicz, Grzegorz Gzyl, Piotr Jankowski, Anna Kociarz
premiera: 15 lutego 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP