Ciemne strony emigracji, czyli rzeczywistość chicken factory

Odwołując się do faktów historycznych, doniesień mediów, czy wreszcie do doświadczeń - osobistych i / lub osób z najbliższego otocznia, można stwierdzić, że Polska była i jest krajem emigracji netto, co należy rozumieć jako nadwyżkę ludności emigrującej z kraju nad ludnością imigrującą. Przedstawienie "Zabić superwajzora jak 14 tysięcy kurczaków" pokazuje drugą stronę medalu, zwanego emigracją, tę pozbawioną blasku, brudną i lepką od dotyku tysiąca zachłannych rąk, oczekujących lepszego życia za morzem.

Znamienny, szczególnie dla, studiującej wiedzę o teatrze, autorki tego tekstu, jest fakt, iż pomimo spowszednienia zjawiska masowej emigracji Polków do Wielkiej Brytanii i innych krajów anglosaskich, dopiero teatr stał się narzędziem, które pozwoliło wyartykułować, to co grzęzło w gardle emigrantów. I nie tylko, bo także ich bliskich, przyjaciół, gdyż emigracja jest zjawiskiem społecznym i nie można go rozpatrywać jako tworu wyabstrahowanego z rzeczywistości. Jest to zatem kolejna, po przedstawieniach dla osób niepełnosprawnych, czy zmagających się z uzależnieniami, odsłona teatru terapeutycznego. Uprzedzam jednak przed zamykaniem spektaklu, wyreżyserowany przez Dawida Żłobińskiego, tylko w tej jednej, bądź co bądź, upraszczającej formułce! Spektakl jest o tyle autentyczny, iż opiera się na dramacie Łukasza Rippera, który wykorzystał własne doświadczenia emigracyjne, zdobyte podczas pracy na wózku widłowym w Szkocji.

Zabić superwajzora jak 14 tysięcy kurczaków TEATR IM. S. ŻEROMSKIEGO Kielce

"Zabić superwajzora jak 14 tysięcy kurczaków"

Z każdego zakamarka sceny wycieka nuda. Dwóch ospałych mężczyzn, oddających się cudownemu nic nie robieniu, może i wyczekują, ale raczej od niechcenia niż gorączkowo. Przestrzeń bynajmniej nieprzyjazna, ściany pokryte zszarzałymi ze starości kafelkami, kiedyś zapewne śnieżnobiałymi, teraz skąpanymi w zielonym świetle, rozlewającym się po całej scenie. Moje pierwsze skojarzenie - szpital psychiatryczny lub cela więzienna. Było jednak jeszcze potworniej, bo nie tylko więzienie, ale co gorsza dobrowolne, potocznie zwane miejscem pracy, tu: fabryka - rzeźnia, w której zabija się kurczaki. Wróćmy jednak do postaci - osiłek Woda, o hedonistycznym nastawieniu do życia, oraz Cherlawy - intelektualista pewny jedynie swej niepewności, niedościgniony zabójca kurczaków, profesjonalista w swym fachu. Może i cherlawej postury, ale za to wyposażony w niezachwiane zasady. Cherlawy killer - rekordzista, a przy tym wegetarianin. Dla dopełnienia obrazka scenicznego - opary alkoholowe, wydobywające się z ust, wiecznie pijanego, Marcina - Wody, któremu tak jak Heraklitowi, wszystko płynie, oraz wulgaryzmy (lepszej i gorszej jakości) serwowane obficie. Ot, własny kawałek piekiełka, gdzieś na obczyźnie. Prawdziwe piekło będzie dopiero dziełem Julii, pracownicy z innego działu tej samej fabryki, kobiety, która jednym gestem, jednym słowem rozwali inferno emigracyjne. Julia, famme fatale, jakiej nie powstydziłby się w swych dramatach Stanisław Przybyszewski, rozkochuje w sobie Cherlawego, stając się, w jego naiwnym odbiorze, nadzieją na lepsze jutro. Dziewczyna pełni funkcję katalizatora, wykrzykuje głośno i wyraźnie słowa, nigdy nie wyartykułowane przez Cherlawego. Jest cielesną formą jego ukrytych żądzy i pragnień, jest wreszcie przyczyną upadku moralnego Tomka - Cherlawego, podsuwając pomysł zabicia znienawidzonej superwajzorki, czy raczej wydając mu rozkaz, którego męski honor nie pozwoli odmówić.

Cherlawy zabija superwajzorkę. Tak jak się zabija czternastotysięcznego kurczaka, nie pamiętając już martwych oczu tego pierwszego. Ale czy naprawdę morduje? Można mieć poważne wątpliwości, gdyż scena morderstwa utrzymana jest w onirycznej konwencji. Ostra, pulsująca muzyka, drażniące czerwone światło, stroboskopy i orgiastyczny ruch na scenie, mężczyźni poprzez rytmiczne przesuwanie łóżka, na którym siedzi Julia, odgrywają z nią stosunek seksualny, zaś Cherlawy dokonuje mordu. Scena wydaje się być prosta i nader czytelna, ale w lustrze majaczy się sylwetka uśmiechniętej kobiety, także w czerwonej poświacie... superwajzorka! Więc żyje?!

Czy życie okazuje się być snem jedynie? Marą? Gdzie więc obudzi się bohater - w Polsce czy na obczyźnie? Z rąk szybko zmyje krew, wszystko będzie jak dawniej, jak podczas każdego nieznośnego dnia w pracy. I czy warto dociekać, czyja to była krew - kurczaka? Człowieka?

Agnieszka Dziedzic
Teatralia Kraków
8 grudnia 2008

Teatr im. S. Żeromskiego w Kielcach
Łukasz Ripper
"Zabić superwajzora jak 14 tysięcy kurczaków"
reżyseria: Dawid Żłobiński
scenografia: Łukasz Błażejewski
obsada: Ewelina Gronowska, Beata Pszeniczna, Artur Słaboń, Dawid Żłobiński
premiera: 15 i 16 marca 2008 r. (POKÓJ BECKETTA)
Spektakl gościny wystawiony w Teatrze Nowym w Krakowie w dniu 30 listopada 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP