Sinobrody 2008

Ponoć wszystkie kobiety są piękne, czasem tylko wina brak. Powiedzenie to, dość szowinistyczne zresztą, można z powodzeniem przenieść na grunt teatralny i stwierdzić, że wszystkie spektakle są piękne, czasem tylko... No właśnie, czego brak?

Spektakl "Ciemnia", grany w ramach Sceny OFF białostockiego Teatru Dramatycznego, prezentuje dość nietypową historię miłosną. Nie jest to Harlequin i na pewno nie będzie happy endu. Kooperacja P.O.R.T wzięła bowiem na warsztat baśń Charlesa Perraulta, dorzuciła swoje trzy grosze do utworu, a to, co powstało, niewiele ma wspólnego z opowieścią dla dzieci.

Akcja "Ciemni" toczy się, jak podpowiada tytuł, w ciemni fotograficznej. Obserwujemy tam demonicznego fotografa (Adam Majewski), o którym krążą legendy - o nim i o kobietach, z których każda zniknęła bez śladu. Kolejna jednak wybranka (Katarzyna Mrówczyńska) wcale nie ma zamiaru podzielić losu poprzedniczek - bezczelnie i konsekwentnie rozgaszcza się u fotografa, lekceważy jego prośby, zagląda tam, gdzie jej zabroniono, a w efekcie doprowadza do zamiany ról. To nie ona bowiem wychodzi poszkodowana z tego związku; złamany i pokonany zostaje fotograf - Sinobrody, zmuszony przez nią do upokorzenia się.

Ciemnia SCENA OFF TEATRU DRAMATYCZNEGFO Białystok

"Ciemnia"

Wszystko to dzieje się w dość upiornej atmosferze. Baśń została przełożona na język fotografiki: układ Sinobrody-żona, został zastąpiony układem fotograf-kobieta, jego modelka, zaś śmierć dokonuje się przez sfotografowanie. Biało-czarna tonacja sceny, oddająca wnętrze ciemni fotograficznej z porozwieszanymi wszędzie zdjęciami, surowa muzyka, proste dialogi, wypowiadane bez cienia emocji - wszystko to powoduje, że w pewnym momencie nie wiemy, czy oglądamy żywych ludzi czy może dwie marionetki. Chłodne są ich walki, chłodny jest ich flirt, a w głosie fotografa pojawia się cień uczucia dopiero na sam koniec. Nowoczesna wersja Sinobrodego? Jak najbardziej - głównym bowiem oprawcą w tym związku zostaje kobieta, fotografa stać jedynie na odpieranie jej ataków. Feministki po obejrzeniu "Ciemni" powinny być wniebowzięte; rzecz jednak można postrzegać szerzej niż tylko w kontekście przemian w zakresie podziału ról. Motyw kluczyka do komnaty, gdzie pod żadnym pozorem nie wolno zaglądać, przywodzi na myśl biblijną opowieść o drzewie poznania dobra i zła, z którego nikt nie mógł jeść owoców. I komnata, i drzewo, grały nieznośnie na ciekawości otaczających je ludzi; o ile jednak w wypadku drzewa Adam i Ewa zjedli jabłko za namową diabła, a potem srodze to "odchorowali", to w przypadku kluczyka najbardziej cierpi ten, kto ów kluczyk dał, ciekawski zaś wychodzi z opresji zwycięsko. Czyżby coś zatem zmieniło się od czasów biblijnych?

Pod względem fabularnym spektakl jest dobrze zbudowany, balansuje z powodzeniem na granicy szczegółu i ogółu, krocząc swoją określoną drogą z lekkim marginesem uniwersalności. Poza tym jednak ma wiele mankamentów, które utrudniają jej odbiór.

Widać doskonale, że twórcy mieli jakiś pomysł na spektakl; w toku akcji jednak ten pomysł gdzieś się rozmywa. Brak przede wszystkim wyrazistości i zdecydowanego poprowadzenia obu postaci. Fotograf waha się rozpaczliwie między demonicznością a nijakością, kobieta niekiedy wypada jak najprawdziwsza femme fatale, niekiedy zaś jej popisy tracą znamię aktorstwa, stając się zwykłą gimnastyką. Ten brak wyrazistości pociąga za sobą kolejne problemy - dialogi bowiem są w spektaklu budowane na ogół bez większego związku z postacią, poszczególne zdania mogłyby równie dobrze paść w każdej innej rodzinie, niekoniecznie w domostwie Sinobrodego. Zestawienie takich zdań z właściwą kreacją bohaterów dałoby piorunujący efekt - niestety, skoro szwankuje kreacja postaci, to i dialogi stają się niekiedy nieznośnym bełkotem. I tak, od szczegółu do ogółu, "Ciemnia" przestaje być integralnym światem - usterki sprawiają, że nie widzimy już historii, tylko po prostu grę, mniej lub bardziej udaną, znika gdzieś sens i atmosfera, a Teatr staje się teatrzykiem szkolnym.

Gdzie leży problem? W pewnym momencie kreowana rzeczywistość, oparta na znanym motywie, przetwarzająca go w inteligentny, wieloznaczny sposób, wymyka się po prostu twórcom spod kontroli. Można chyba powiedzieć, że temat trochę przerósł wykonawców, że sami się zaplątali w alegoriach i znaczeniach, powodując utratę spójności spektaklu. W efekcie zatem o dziele Kooperacji P.O.R.T jak na razie lepiej się czyta, czy słucha, niż je ogląda -koncepcja traci przy bliższym poznaniu. Miejmy nadzieję, że tylko na razie.

Sylwia Grygorowicz
Teatralia Białystok
15 grudnia 2008

Scena OFF Teatru Dramatycznego w Białymstoku
Kooperacja P.O.R.T
"Ciemnia"
wg "Sinobrodego" Charlesa Perrault
reżyseria: Katarzyna Kawalec
muzyka: Przemysław Figiel, Michał Franczak
zdjęcia: Paweł Ławreszuk
montaż zdjęć: Jerzy Dowgiałło
obsada: Ewa Mrówczyńska, Adam Majewski
modelka: Dorota Baranowska
premiera: 15 listopada 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP