ENDOskopia kwintesencji kobiecości

Intrygujący tytuł spektaklu Lubelskiego Teatru Tańca - "Endo" wyraża pragnienia choreografa Ryszarda Kalinowskiego - pragnienia poznania kobiecego wnętrza, endoskopii kobiecego podbrzusza, najintymniejszych miejsc decydujących o kobiecości i będących źródłem życia. W wykonaniu zamysłu pomogły mu trzy tancerki: Beata Mysiak związana na stałe z LTT oraz Barbara Czajkowska i Justyna Konstańczuk występujące gościnnie. Zastanawiam się jednak, czy zamysł reżyserski został wykonany całkowicie, i odpowiedź nie jest dla mnie do końca jednoznaczna.

Początek spektaklu zdaje się być banalny: scena spowita jest dymem i ciemnościami. Następnie kolejno zapalają się reflektory o białej barwie, ukazując jakby wijące się, leżące tancerki. Spowite są dymem, przylegającym do podłogi. Następnie mamy ukazane kolejne etapy fizycznego przeobrażenia kobiecości, wyrażane poprzez taniec. Zapętlenie i konsternacja, zagubienie we współczesności świata wyraża taniec i wpadanie w sieć strun scenografii, przypominającej harfę czy niejako strumień życia, która się rozwija, a początek jego znajduje się gdzieś na środku białej sceny w kształcie okręgu. W pewnym momencie droga niej wychodzi i tworzą ją struny, a ona dąży do bycia w pionie. Świetnie możliwości, które daje takowa scenografia wykorzystał choreograf Ryszard Kalinowski, dając tancerkom zadanie tańca w niej. Widziałam w tym zapętlenie kobiety we współczesnym świecie, tancerki łapiąc kolejne struny i plącząc je na ciele, ukazywały jakby przędzenie pajęczyny intryg i problemów, przed którymi staje kobieta, i przed którymi nie jest w stanie uciec. Całość kompozycji tanecznej zaś ukazuje drogę kobiety w ciąży, której finałem jest wspaniała jedyna i niepowtarzalna, nowa istota. Dziewczyny świetnie ukazują filuterność, zdecydowanie, ale i wątpliwości, które niesie codzienność.

"Endo"
fot. A. Petynia

Jednak nie jest to tylko endoskopia, swoista analiza cielesności, ale i psychologiczny obraz, coś oscylującego na styku obydwóch światów. Realizm skontrowany metafizyką, której również należy się dopatrywać w najnowszej produkcji LTT. Przecież wszędzie tam, gdzie pojawia się problem i próba zrozumienia niezgłębionej natury ludzkiej, w tym przypadku dojrzałej kobiecości, musi pojawić się element irracjonalny, element magiczności. Efekt ten przez twórców został zrealizowany poprzez genialnie dobrane światło, oraz z początku okalający scenę - dym. Różnokolorowe filtry, m.in. różowy, czerwony i światło ultrafioletowe potrafiły drapować i zmieniać momentalnie klimat spektaklu, przenosić nas w świat namiętności jak i codziennej walki o przetrwanie.

"Endo" na pewno troszkę zmieni jeszcze swój charakter. Trochę mi brakło dogrania się i synchronizacji ruchowej między tancerkami, momentami czułam się, jakby każda tańczyła sobie sama, mam nadzieję, że im więcej dziewczyny będą razem występować to ich synchronizacja - tam, gdzie jest potrzebna - będzie pełniejsza.

Spektakl uspokaja, daje szanse zatrzymania się i zastanowienia nad życiem. Jest swoistą długą pauzą, między jednym wydarzeniem a drugim, zawiesza w próżni, może wręcz niebycie, dąży do wytworzenia we widzu swoistego stanu "nirwany". Jego siłą jest również muzyka (Piotr Kurek), będąca esencją delikatności, świetnie kompilująca się ze światłem i tańcem.

Jednak mimo głęboko skrywanego zachwytu nad całością, kapitalnym zakończeniem, jest jakieś "ale", niedające mi odpocząć i niepozwalające się zdefiniować... Być może jest to nieporadność ukazania swego rodzaju szaleństwa, tego co w kobiecie nieodgadnione... Dlatego na zadane na początku pytanie, czy zamysł reżysera (choreografa) został w spektaklu spełniony, musisz sobie - drogi Czytelniku / Widzu - odpowiedzieć sam.

Anna Petynia
Teatralia Lublin
2 kwietnia 2009

Lubelski Teatr Tańca
"Endo"
choreografia: Ryszard Kalinowski
muzyka: Piotr Kurek
obsada: Beata Mysiak, Barbara Czajkowska (gośc.), Justyna Konstańczuk (gośc.)
premiera: 21 marca 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP