Grecy mieli trojańskiego, nam się ostał na biegunach...

...konik. Z drzewa wprawdzie też, ale już nie taki, co to podstępem użyty w walce prawdziwej się przysłużyć może. O nie! Za to nasz i nam tylko właściwy. Sarmacki! Równie bohaterski. Rwie się do walki, chociaż nie wie, w którą stronę galopować. Wygrać bitwy ani wojny może nie pozwoli, ale to nie stara szkapa, pożytek z niego jakiś jest. A raczej My Polacy, My Sarmaci go znajdziemy. Bowiem jak na sarmackiego konika przystało i rozkołysze, i rozbawi.

Na takim bujanym koniu "pędził" będzie przed siebie jeden z poddanych osławionego sarmaty Kaniowskiego, aby porwać dla niego wypatrzoną w tłumie dziewczynę. Zabawny i tragiczny jest ten element, będący jednocześnie kwintesencją naszego narodowego mitu. Składniki iście tragiczne, do tego bezsprzecznie narodowe, a mianowicie: piękna "Helena" sarmacka, koń sarmacki, bohater sarmacki i intryga sarmacka dają tragedię w polskim wydaniu. Nie wiadomo tylko, czy bardziej jest to tragedia komizmem podszyta, czy komedia zafarbowana tragizmem.

Rzecz jasna to nie koń jest przedmiotem czy tematem najnowszej premiery w Teatrze Starym, przygotowanej w ramach festiwalu re-wizje sarmatyzm. Historia nie ogranicza się bynajmniej do przytoczonego wyżej epizodu. Akcja osnuta jest, zresztą tak jak zapowiada informacja na temat przedstawienia, wokół postaci Starosty Kaniowskiego. Do kolei jego losów dodano tylko szczyptę fikcji, zaprawiono je w teatralnym sosie i zgotowano całkiem smacznie przyrządzony - sarmatyzm niewybujany, czyli zgrabnie sportretowany w historycznym, ale nie archaicznym wydaniu.

"Starosta kaniowski"

Pierwsze minuty spektaklu mogą budzić niepokój i obawy, że będzie wręcz odwrotnie, a to co powierzchowne zdominuje scenę. Stroje z epoki, mało współczesny tekst, mówiony dodatkowo raz w pierwszej, a raz w trzeciej osobie, a przy tym brak bezpośrednich nawiązań do współczesności - to wszystko może trochę odstręczać. Na szczęście szybko okazuje się, że spektakl "buja się" (jak ten konik) we właściwym sobie rytmie. Tylko z pozoru odległy i daleki, zarówno tematycznie jak i problemowo, wraz ze wzrostem tempa niebezpiecznie zbliża się do naszej rzeczywistości. Ta dziwna, gdyż nienarzucana nachalnie poprzez odniesienia polityczne, bliskość kreowanego na scenie świata wynika z charakterów postaci, precyzyjnie cieniowanych przez aktorów. Odnosi się to zwłaszcza do tytułowego Starosty Kaniowskiego (Zbigniew Ruciński), który pomimo swojej odstręczającej osobowości, wzbudza sympatię. Jest ascetyczny i barokowy jednocześnie.

Obraz sarmaty wyłania się ze zderzenia nieprzystających do siebie, natomiast w naszym polskim wydaniu często występujących parami, cech tj. odwagi i głupoty, fanatyzmu religijnego i okrucieństwa, ascezy i rozpusty, klasy i kiczu. Pomiędzy antagonizmami rozpięła Maria Spiss swój montaż. Trochę ośmiesza, ale też trochę oswaja sarmatyzm. Podkreśla to jeszcze scenografia. Zbudowany na scenie drewniany, trójkątnie zwężający się ku tyłowi korytarz o opływowych kształtach, ma w sobie coś z klasyczności, która wręcz brutalnie zakłócona zostaje przez wkomponowane w niego podświetlone obrazki płonącego kominka i zimowego pejzażu.

Nie wyjdziemy z teatru zachwyceni kulturą sarmacką. Nie grozi nam też ciężar noszenia na swych barkach uwierającej świadomości o małości sarmaty. Prawdopodobnie nikt nie poczuje się dotknięty, ani obrażony. Skandalu nie będzie. A co będzie? Zmontowany przez Marię Spiss spektakl pozwala spojrzeć na rodzaj narodowego mitu z dystansu, wprawdzie bezpiecznego, ale w tym wypadku niezbędnego, aby pozwolić sobie na uśmiech. Nie radosny wybuch śmiechu, nerwowy chichot też nie. Uśmiech skierowany do samego siebie, pod którym kryje się smutno - gorzko - śmieszna prawda: no tak, tacy właśnie jesteśmy. A co każdy z osobna z tym zrobi, to już inna bajka.

Jak przywołany we wstępie konik na biegunach, "Starosta Kaniowski" trochę bawi, a trochę kołysze. Można dostać od niego delikatnego zawrotu głowy, można się nim odrobinę znudzić, ale wracać się do niego będzie z uśmiechem. Jakby konik ów był, być może tylko w mojej dość pokrętnej logice, figurą sarmatyzmu, który jak dziecko w każdym dorosłym człowieku, jest we wszystkich Polakach głęboko ukryty, nie zawsze uświadomiony, często rozkapryszony i zabarwiony negatywnie. Z reguły i z zasady wypierany, ale mimo to zawsze obecny. Czy tego chcemy, czy nie. Czy się do tego przyznamy, czy nie.

Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
7 kwietnia 2009

Stary Teatr im. H. Modrzejewskiej w Krakowie
"Starosta kaniowski"
montaż tekstów sarmackich
scenariusz: Maria Spiss, Szymon Wróblewski
reżyseria: Maris Spiss
scenografia: Łukasz Błażejewski
obsada:
Iwona Budner
Natalia Kalita (PWST)
Aleksander Fabisiak
Grzegorz Grabowski
Zygmunt Józefczak
Ryszard Łukowski
Zbigniew Ruciński
premiera: 27 marca 2009 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP