zwykła czcionka większa czcionka drukuj
szukaj

Kobiety pozbawione

Powiedzieć, że głównymi bohaterami dramatów "Mewożercy", "Córy Renu" i "Wernisaż" są kobiety, to stanowczo zbyt mało. Zdanie to, owszem, prawdziwe, lecz z pewnością zamykające i zawężające perspektywę. Cecilie Løveid, autorka tekstów umieszczonych w wydanym przez wydawnictwo Panga Pank tomie "Córy Renu i inne kobiety", pisze bowiem przez pryzmat kobiet na ich temat, poprzez kobiety, a nie zwyczajnie o nich. Co istotne, kobiety z jej dramatów nie poprzestają na wypowiadaniu swojej kobiecości, więcej - one wypowiadają się.

Znamienne jest już to, że każdy z trzech umieszczonych w niewielkim zbiorze tekstów poprzedzony został cytatem należącym do jednej ze światowej sławy myślicielek. Gertrude Stein, Camille Paglia, Hannah Arendt - te nazwiska na trwałe wpisały się już w kontekst myśli XX wieku. Myśli, którą przynajmniej w przypadku dwóch pierwszych z wymienionych kobiet, wiązać można z ruchem feministycznym. Ta relacja nie jest jednak, jak można by przypuszczać, prostym przeniesieniem feministycznych postulatów do dramatów, a żadne z cytowanych stwierdzeń nie niesie w sobie takiego pierwiastka. Nie mniej jednak już tymi cytatami autorka wysyła pierwszy sygnał, że prawo głosu będzie miała - Kobiecość.

Zebrane w tomie utwory przynależą do różnych etapów w twórczości Cecilie Løveid. Nie dziwi więc fakt, że różnią się od siebie pod względem tematycznym, stylistycznym, usytuowane są w odmiennych kontekstach i zostały zupełnie inaczej skonstruowane dramatycznie. Pomimo tych różnic, każdej z protagonistek owych tekstów można by przypisać te same słowa: "Ach, ta siła co mnie nęci, wabi i kusi ku tej wielkiej zagadce." Słowa wypowiedziane przez Elidę - postać jednego z dramatów Ibsena "Kobieta z morza" - stanowią w pewien sposób o istocie kobiecości niezmiennie targanej przez różne, często skrajne namiętności. W przypadku Krystine ("Mewożercy"), Hildegardy ("Córy Renu") i Julie ("Wernisaż") kobiecość domaga się uwolnienia i poskromienia jednocześnie, a wspomniana zagadka, w kierunku której są kuszone, choć dla każdej z nich oznacza oczywiście coś innego, wiąże się we wszystkich przypadkach ze światem sztuki. Nie bez przyczyny przytaczam tutaj słowa napisane przez autora "Dzikiej Kaczki". Norweska pisarka nawiązuje bowiem do niego i polemizuje na łamach swojej twórczości z Ibsenem, zarówno w warstwie słownej, jak i ideowej.

Córy Renu i inne kobiety CECILIE LøVEID

Bohaterki Cecilie Løveid po trosze wyrwane są ze świata Ibsenowskiego, trochę wyjęte z Czechowa. Przy ich nazwiskach do słowa "kobieta" dopisano jeszcze "artystka", w sztuce szukają możliwości na wypowiedzenie się. Hildegarda jest ze średniowiecza, Kristine wyczytana została z "Mewy", a Julie utkana poniekąd z autobiografii samej autorki. Wszystkie trzy starają się, by ich myśli, pragnienia i przekonania wydostały się na powierzchnię słów.

Pozbawiona skrzydeł

Słuchowisko "Mewożercy" to precyzyjnie skonstruowany przepis na to, w jaki sposób pozbawia się, w tym przypadku Kristine, nie do końca jeszcze gotowych do lotu skrzydeł. W linearnie skonstruowaną fabułę wplecione zostały krótkie i brutalnie rzeczowe porady Henriete Schonberg Erken autorki podręcznika dla gospodyń domowych. Nie mieć zbyt wysokich oczekiwań - to pierwsza zasada i jednocześnie recepta na szczęście. Brzmi ona absurdalnie i prowokuje do buntu, ale rozwijająca się w cieniu tych słów historia dziewczyny pragnącej zostać aktorką, która konsekwentnie odmawia wykupienia owej recepty, pokazuje niestety, że skrzydła, nawet jeśli w przypływie ponadprzeciętnych oczekiwań wobec życia wyrosną, będą musiały zostać obcięte przez rzeczywistość ostrą jak brzytwa. Prędzej czy później Kristine podda się udomowieniu.

Pozbawiona domu

Śmierć męża i choroba syna sprawiają, że bohaterka kolejnego dramatu także nie jest zdolna do lotu. W "Wernisażu" Julie przygotowuje wystawę swoich prac. Składają się na nią zdjęcia z jej prywatnego życia. Układa ekspozycje w galerii jakby z fotografii, tak jak z klocków próbowała odbudować, stworzyć na nowo, a może tylko zaprojektować w iluzyjny, teatralny sposób przestrzeń utraconego domu. Próbuje odzyskać i przywrócić nie tyle samo miejsce, co pamięć i bezpieczeństwo. Jej praca jest wręcz hiperrealna, wiesza na ścianach sfotografowane okno, drzwi, syna. Pomimo tej zwielokrotnionej realności sam dramat ma charakter w pewnym stopniu nawet oniryczny. Bez wyraźnie zaznaczonych granic przenikają się w nim przestrzeń galerii i starego domu, co może być ciekawym wyzwaniem scenograficznym.

Pozbawiona swojej osobności

Hildegarda jest przeoryszą klasztoru. W nim zmuszona była odnaleźć swój dom. Cecilie Løveid wybrała fakty z biografii sławnej średniowiecznej świętej i układając je według własnych preferencji, napisała dramatyczną wersję jej losów. Najbardziej intryguje sposób, w jaki świat religii i wiary przeplata się i zazębia z tym, co należy do sfery teatru. Ich granice zostały skutecznie rozmyte, a zarówno konstrukcja dramatu, jak i dobór tematów, kierują skojarzenia w stronę rytuału, czyli sfery sacrum usytuowanej gdzieś pomiędzy religią a teatrem. Postać i słowa Hildegardy łączą te dwa obszary rzeczywistości. Obdarzona mocą Sybilli przekazuje wiadomości od Boga, obdarowana talentem pisze dramat, próbując jednocześnie zachować autonomię myśli. W tym wszystkim zatraca własną kobiecość, stając się poniekąd czymś w rodzaju - natchnionej, ale jednak - maszynki do wypowiadania proroctw.

Dramaty ze zbioru "Córy Renu i inne kobiety", chociaż są sobie pokrewne i bliskie, nie należą do podobnych. "Mewożerców" nazwałabym dramatem możliwym. Koncentruje się on bowiem na opowiedzeniu konkretnej historii i chociaż zawarta jest w nim pewna gra z formą, to właśnie opowieść wydaje się tu być najważniejsza. W "Wernisażu" uwagę przyciąga niesprecyzowana rzeczywistość i chorobliwość w zachowaniu głównej bohaterki. Obszary jawy, snu i wyobraźni są tak płynne, że niemożliwe do jednoznacznego rozdzielenia. Natomiast tym, co wyróżnia "Córy Renu", jest niezwykle silna obecność symboliki oraz bogactwo nie tylko religijnych odniesień. Bohaterka wyrwana została ze średniowiecza, a sam tekst jest raczej zawikłany i precyzyjnie przez autorkę pokomplikowany, lecz nie stoi to bynajmniej na przeszkodzie jego aktualności.

Po przeczytaniu tych dramatów nasuwa mi się nie tyle pytanie, ile wątpliwość, czy jeśli "brak" sam w sobie jest jakością i wartością, to czy może być on, choć brzmi to paradoksalnie, niezbędnym składnikiem kobiecości?

Kamila Bubrowiecka
Teatralia Kraków
2 maja 2009

Cecilie Løveid
"Córy Renu i inne kobiety"
wybór i przekład: Ewa Partyga
"Mewożercy"
"Córy Renu"
"Wernisaż"
Wydawnictwo Panga Pank 2008

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP