"Przebudzenie wiosny", czyli stary niedźwiedź mocno śpi

"Przebudzenie wiosny. Tragedia dziecięca" Franka Wedekinda w momencie powstania - ponad 100 lat temu, szokowała odwagą w postawieniu głównego problemu: seksualności młodzieży. Ostatnie sezony przyniosły nam dwie realizacje tego dramatu: Wiktora Rubina w Teatrze Polskim w Bydgoszczy i Heleny Kaut-Howson w stołecznym Powszechnym. Czy opowieść o przedwczesnej ciąży i samobójstwie może obecnie wybrzmieć równie silnie? Zastanówmy się nad tym wspólnie z teatralnymi mężami stanu...

... czyli krytykami. Zestawienie recenzji dwóch przedstawień pozwala dojść do ciekawych wniosków. Zwłaszcza że realizacje sytuują się na stylistycznych antypodach. Zacznijmy od spektaklu Rubina. Do odpowiedzi zapraszamy... Agnieszkę Rataj:
"Wiktor Rubin potraktował tekst Wedekinda jako opowieść o współczesnych nastolatkach, których wiedza na temat dojrzewania i własnej seksualności pozostaje nadal niewielka. Te dzieciaki słuchają ostrej muzyki, czytają "Cząstki elementarne", wydają się bardziej uświadomione niż ich rodzice. A i tak pozostają bezradne wobec przypadkowej ciąży. (...) Spektakl Rubina przypomina chwilami szkic, ale w żartobliwym nawiasie, którym traktuje dramat Wedekinda, znajdziemy kilka trafnych spostrzeżeń. Zwłaszcza w kontekście sporów o edukację seksualną w szkołach. Twórcy przedstawienia wypowiadają bowiem nadal powszechnie nieakceptowane stwierdzenie: "tak, nastolatki też uprawiają seks".
("Dyskotekom już dziękujemy", w: "Życie Warszawy")

Przebudzenie wiosny TEATR POLSKI Bydgoszcz

"Przebudzenie wiosny"
Teatr Polski w Bydgoszczy

"Przebudzenie wiosny" opowieścią o współczesnej młodzieży - okazuje się, że na podstawie tekstu Wedekinda można stworzyć aktualne przedstawienie, nawet z odniesieniami do polskiego systemu edukacji. Agnieszce Rataj wtóruje Joanna Derkaczew w "Gazecie Wyborczej": "Odświeżony dramat sprzed stu lat brzmi przerażająco w kraju, który nigdy nie przepracował tematu dziecięcej seksualności, potrzeb duchowych, rozpaczy wobec pokus i oczekiwań dorosłego świata."
("Teatr - Agenda")

"Ta współczesna wariacja na temat ekspresjonizmu świetnie oddaje rozbicie wewnętrzne dzisiejszej młodzieży, której mieszczański kicz miesza się z najbardziej jaskrawymi przejawami popkultury. Co najważniejsze spektakl pokazuje, że zabawnie, lekko "o młodych" nie musi znaczyć "infantylnie"."
("Przebudzeni nad przepaścią")

Entuzjastyczne uwagi wskazują, że spektakl Rubina to dla teatromana pozycja obowiązkowa. A MEN powinno zastanowić się nad organizacją uczniowskich wycieczek, ku uduchowieniu i oświeceniu młodzieży. Obie recenzentki podkreślają wymiar społeczny przedstawienia (nie umniejszając przy tym walorów artystycznych).

Przebudzenie wiosny TEATR POWSZECHNY Warszawa

"Przebudzenie wiosny"
Teatr Powszechny w Warszawie

Nie minęło wiele czasu, a warszawski Teatr Powszechny zaproponował widzom "Przebudzenie wiosny" w reżyserii Heleny Kaut-Howson. Czy i tym razem opinia recenzentów była podobnie zgodna? Tak - zgodnie skrytykowali przedstawienie: "Czy w Teatrze Powszechnym liczą na to, że dawno wyzwolona i zrewoltowana obyczajowo młodzież rozpozna się w przedstawieniu, które nie dość, że podejmuje anachroniczną problematykę, to jeszcze czyni to w przestarzałym języku scenicznym, pozbawionym choćby ironicznego dystansu czy pastiszowego uroku staroświecczyzny? Czy nie przyszło nikomu do głowy, że stare konie, które w przyjętej przez reżyserkę konwencji z całą powagą udają czternastolatków w krótkich portkach, budzą jedynie uśmiech politowania (choć byliby zapewne świetni w szkolnych scenach z "Ferdydurke")?"
("Nie dotykać, bo posypie się próchno" Janusz Majcherek, w: "Gazeta Wyborcza")

Ocena Janusza Majcherka jest jednoznaczna. Anachroniczność przyjętej konwencji i nietrafione pomysły reżyserskie skazały spektakl na niepowodzenie. Znęcali się również inni krytycy, jak choćby Tomasz Mościcki:
"Ostatnia, rozgrywająca się na cmentarzu scena pokazuje, że polski teatr ma kłopoty z pokazaniem świata nadprzyrodzonego. Duch samobójcy Maurycego z pobieloną twarzą i głową umazaną krwią nie jest ani straszny, ani smutny. To figurka z horroru klasy C. Jeśli taki był reżyserski zamiar, to kłóci się on z dekadenckim klimatem końca XIX wieku, którym przesiąknięta jest sztuka. Helena Kaut-Howson podeszła do tekstu z pietyzmem, ale zbyt mocno zakochała się we własnych pomysłach."
("Powrót skandalisty", w: "Newsweek Polska")

Należałoby współczuć widzom tego długiego, prawie 3-godzinnego spektaklu. Po realizacji Kaut-Howson najprawdopodobniej do końca życia będą odczuwać uraz do dramaturgii Wedekinda. Wniosek jeden: wiosny i związanych z nią atrakcji nie szukajmy w Teatrze Powszechnym.

Anna Byś
Teatralia Warszawa
21 marca 2009

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP