W nadziei na szczęście - portrety kobiet

Trudno pisać o spektaklu, którego akcja tak wciąga, że nagle z zapatrzenia wyrywają nas oklaski, a my zastanawiamy się: "to już"? Pozostaje niedosyt oglądania świata, tej przestrzeni, którą wyczarowuje pięć aktorek i pianista.

Proszę jednak zapomnieć o słowie "akcja". Po krótkim zastanowieniu przychodzi na myśl, że to nie ona odpowiada za zachwycenie. To fabuła, której epizody łączą się z sobą w sposób przypadkowy, a w niej, grane postaci, które hipnotyzują.

Każda z bohaterek to inna osobowość, inna sytuacja społeczna (w tym "matrymonialna"), inny wiek, a co za tym idzie, doświadczenia życiowe. Poznajemy je przypadkowo; wchodzą, wkraczają, wbiegają na scenę. Początkowo przerywają sobie i nie słuchają siebie nawzajem, każda mówi, co czuje, myśli, uważa za stosowne lub próbuje to wypowiedzieć. Towarzyszą temu gesty niechęci, prychnięcia. Pod koniec ustąpią one miejsca pewnej czułości i współczuciu. Stroje również zagrają, zmieniając się w końcowej fazie.

Mariannę poznajemy głównie dzięki jej piosenkom, swoistej autobiografii życia, którą wyśpiewuje. Co ciekawe, biografie Marianny i aktorki - Lidii Stanisławskiej - mają śpiewanie jako pomysł na życie za wspólny mianownik. Marianna to osoba wulgarna wręcz, bo pułapka alkoholizmu zwiodła ją na manowce, nie tylko w umiejętności dobrego zachowania, ale na całym polu życiowych dokonań. Straciła wszystko: dom, męża i córkę, karierę. Teraz powraca, energicznie, i z nadzieją na szczęście.

Niestety, zarówno piosenki, jak i ich wykonanie, mimo dobrego głosu aktorki, nie zachwycają. Utwory nie wpadają w ucho, teksty są o "wszystkim i o niczym", a głos jakby dawno nie ćwiczony, bo nierówny.

Kobiety w sytuacji krytycznej TEATR POLONIA Warszawa

"Kobiety w sytuacji krytycznej"
fot. R. Jaworski

Mira, z kolei, to neurotyczna matka, gospodyni domowa w kapciach, w kolejnej ciąży. Wciąż pragnąca osiągnąć doskonałość w dziedzinie opieki nad dzieckiem, miłości do męża, zadbania o siebie. Marzy o jodze i pomocy dla chorych na białaczkę, w efekcie pieniądze wydaje na czasopismo kuszące darmowymi klapkami na plażę. Zabiegana, sypiąca frazesami, zaabsorbowana dziećmi. Ostatecznie uświadamia sobie swoje szczęście. Maria Seweryn całą sobą tworzy przejaskrawiony portret "kury domowej", którego komizmowi nie można się oprzeć, nieustannie się mitygując, że przecież los bohaterki jest dość tragiczny.

Marzena, najmłodsza z kobiet, tak zachwyciła się perspektywą rychłego ślubu, że zapomniała zapytać o swoje uczucia do przyszłego męża. Całą swoją energię, żar przygotowała do oddania mężowi, spala się w trakcie, pozostając z wiarą, że będzie lepiej. Joanna Pokojska, jako panna młoda, jest po prostu urocza, pełna wiary, energii i miłości.

Muszka, grana przez Małgorzatę Zajączkowską, zdradza oznaki zdziwaczenia, oddając się miłości do kaktusów po odejściu od niej "partnera życiowego", choć to wyznanie, podobnie jak każde inne płynące prosto z serca, przychodzi jej niezwykle trudno. Niedziwne, że sprawdza się najlepiej, wygłaszając slogany z książki do hodowli kaktusów. Jej strój kolorem i ilością elementów kolczastych (płaszcz z frędzlami, torebka z futerka z długiego włosia) przypomina kaktusa. Nadzieję na przyszłość Muszki odgadujemy, gdy ściąga ona swój płaszcz, stając się kaktusem bez kolców.

Maria, w kreacji Doroty Pomykały, najbardziej skupia na sobie uwagę. Jej wyrazista postać przechodzi największą ewolucję w trakcie spektaklu, od usztywnionej wdowy, traktującej się z pewną dozą ironii, dobrze wychowanej i sytuowanej, do kobiety w nadziei na miłość, w którą - jako kilkudziesięcioletnia wdowa - może nawet nie liczyła. Jej strój, z zapiętej pod samą szyję beżowo-czarnej sukni, zmienia się w ognistoczerwoną spódnicę i bluzkę w kwiaty oraz szpilki.

Gdy wszystkie te postaci oraz grające je aktorki stają na scenie, mamy do czynienia z taką mnogością fascynujących temperamentów, że samo ich śledzenie, połączone ze świetnym aktorstwem, budzi wypieki na twarzy. Sztuka ta jest grą osobowości, a nie wnikliwą analizą sytuacji społecznej kobiet. Przedstawione typy są wyraziste i reprezentatywne jak rysunek mocną kreską, nie subtelny pastel.

W pamięci pozostają one, pięć kobiet na scenie, i jest to zarazem niezwykły atut tej sztuki, ale i źródło słabości - pozostałe elementy są przyćmione.

Inga Niedzielska
Teatralia Katowice
22 października 2008

Teatr Polonia w Warszawie
Joanna Murray-Smith
"Kobiety w sytuacji krytycznej"
tytuł oryginalny: "Bombshells"
tłumaczenie: Elżbieta Woźniak
reżyseria: Krystyna Janda
światło: Edward Kłosiński
kostiumy: Dorota Roqueplo
muzyka i opracowanie piosenek: Janusz Bogacki
producent wykonawczy: Rafał Rossa
asystent reżysera: Elżbieta Czerwińska
asystentki kostiumografa: Emilia Czartoryska, Małgorzata Domańska
obsada:
Marzena: Joanna Pokojska
Maria: Dorota Pomykała
Mira: Maria Seweryn
Muszka: Małgorzata Zajączkowska
Marianna: Lidia Stanisławska
premiera: 30 listopada 2007r.
Gościnnie na scenie Teatru Nowego w Zabrzu.
VIII Festiwal Dramaturgii Współczesnej "Rzeczywistość Przedstawiona"
Zabrze, 18-26 października 2008 r.

© "teatralia" internetowy magazyn teatralny 2008 | kontakt: | projekt i administracja strony: | projekt logo:
SITEMAP