Jezusek z taniej odzieży – wywiad z Hanką Podrazą

Z całego gadania na próbach wystarczy mi jedno zdanie, o którym wiem, że jest zdaniem dla mnie. I ja to zdanie biorę, i później przerabiam je na kostium – z kostiumografką Hanką Podrazą rozmawiają Julka Dudzińska i Seba Tokarczyk

Ilustratorka: Wiktoria Olchawa

Julka Dudzińska/Seba Tokarczyk: W jakich lumpeksach ubierałaś Jezusa?

Hanka Podraza: Jezusek jest z wielu miejsc. Maria Magdalena jest z Vintage Shopu mojej koleżanki i z lumpeksu, a jej torebka jest kupiona pod Łodzią. Buty dla niej są z Zalando, rajstopy – z outletu Calzedonii w Factory w Modlniczce. Żakiety w spektaklu są z tanich odzieży. Materiały na kostiumy Krówki i Metafory są z hurtowni tkanin. Kapelusz wykonała pani modystka. Głucho-niewidomy jest z TK Maxxa w Warszawie. Koszula Kosmity – z warszawskiego lumpa. A tkaninę dla Kosmity po raz pierwszy w życiu kupiłam przez Internet, przyjechała z Niemiec.

JD/ST: Czy było to dla ciebie ważne, żeby wszyscy bohaterowie i bohaterki w Jezusie mieli torebki?

HP: Oni tam przecież jadą w podróż, dlatego muszą mieć torebki. Nie umiem powiedzieć, czemu dokładnie tak jest, po prostu tak czułam. Miniplecak Marii Magdaleny z Allegro jest transporterem na kota i wygląda wspaniale kosmicznie.

JD/ST: Jak powstawały kostiumy do Jezusa?

HP: Sprawa z kostiumami wygląda tak, że ten świat jest zrobiony z wyobraźni: mojej, Jędrzeja Piaskowskiego, Huberta Sulimy, aktorek i aktorów. Swoją pracę wykonuję podświadomie, nie zastanawiam się nad znaczeniami. Czuję, że coś powinno być i tak po prostu jest.

JD/ST: Pracując z Piaskowskim, masz pełną swobodę w robieniu kostiumów?

HP: To jest super, że praca z Jędrzejem i Hubertem pozwala mi na robienie takich kostiumów. Nie widzę nikogo innego, u kogo mogłabym robić ubrania z takim rodzajem naiwności jak w Jezusie. Wydaje mi się też, że każdy spektakl, który zrobiłam z tą dwójką, ma inny kostium. Nie da się użyć strojów z Trzech sióstr w Dawid jedzie do Izraela.

JD/ST: Twoje współtworzenie Jezusa opierało się tylko na robieniu kostiumów czy miałaś też wpływ na finalny kształt spektaklu?

HP: Od początku prób wiedziałam, że Bartek Gelner powinien zagrać kobietę. Czułam, że musi być laską w tym spektaklu i tyle.

JD/ST: Twoje kostiumy początkowo mogą wydawać się naiwne, ale kiedy zaczyna się nad nimi zastanawiać, okazuje się, że są myślowo osadzone w spektaklu. To świadoma praca czy dzieje się to poza tobą?

HP: Nie siedzę tak głęboko w spektaklu, nie jestem też na wszystkich próbach. Moje kostiumy czasem się wydarzają poza mną. Nie umiem powiedzieć, jak to się dzieje. To nie wygląda tak, że siedzę, rozkminiam, oglądam nie wiadomo ile. Chociaż przy Kosmicie1 – nie wiem, czy to jest widoczne – miałam „przemyślenia afrykańskie”. Pomyślałam, że dlaczego Kosmita ma wyglądać tak, jak sobie go wszyscy wyobrażamy. To, co ma na nogach, widziałam w filmie na Facebooku, w którym tańczyli afrykańscy szamani i mieli bransoletki na stopach. Cały czas, robiąc ten kostium, miałam Afrykę z tyłu głowy.

JD/ST: To przenosi też Kosmitę na myślenie o obcym, który nie musi przyjść z Marsa czy z kosmosu. On może przyjść z innego kontynentu.

HP: Tak, dokładnie. I Kosmita nagle staje się obcym w naszej kulturze.

JD/ST: Co cię interesuje w teatrze ?

HP: Może to jest za mocne stwierdzenie, ale teatr mnie za bardzo nie interesuje. Bardzo rzadko chodzę na spektakle teatralne. Chcę zajmować się tworzeniem świata, który powstaje w mojej głowie i głowach innych realizatorów.

JD/ST: Myślisz, że niechodzenie do teatru ułatwia ci robotę?

HP: Nie wiem, bo nie wiem, jak by to było, gdybym chodziła. Chodzę do teatru od trzech do pięciu razy w roku. Najczęściej zdarza się tak, że pracując w danym teatrze, nie oglądam żadnego spektaklu, który jest w tym czasie grany. Skoro spędzam w teatrze aż tyle czasu z powodu pracy, to nie czuję potrzeby chodzenia tam też w czasie wolnym. Mogę wtedy robić inne rzeczy. Mogę wspaniale – nie umiem znaleźć innego słowa – trwonić czas. Ten czas może mi po prostu przeciekać przez palce, ale i tak jestem w tym po prostu szczęśliwa.

JD/ST: Nie chodzisz do teatru, a trzymasz się z ludźmi z teatru?

HP: Mam przyjaciół aktorów, których nigdy w życiu nie widziałam na scenie. Znamy się z jakiejś pracy i tyle. Przez bardzo długi czas nie widziałam gry Pawła Tomaszewskiego, z którym się przyjaźnię. Dopiero niedawno zobaczyłam go w spektaklu Capri – wyspa uciekinierów Krystiana Lupy.

JD/ST: Czy w kontekście znajomości z aktorami, czytając tekst, na którym będzie bazował spektakl, albo znając obsadę, ustawiasz sobie kostiumy pod konkretne osoby? Czy stroje są zupełnie niezwiązane z osobą, która ma je na sobie nosić?

HP: Kostiumy zawsze są związane z konkretną osobą. Nie umiem robić ubrania na kukłę. W teatrze jest akurat tak, że na szczęście szybko wiadomo, jaka jest obsada spektaklu, a potem dość szybko jest jasne, kto gra kogo. Nie mam gotowych projektów przed rozpoczęciem prób. Czasem z Jędrzejem i Hubertem gadamy, czy na przykład będzie to kostium historyczny czy kosmiczny, co będziemy z nim robić, ale potrafię zrobić też kostiumy do przedstawienia, które nie ma tekstu. Z całego gadania na próbach wystarczy mi jedno zdanie, o którym wiem, że jest zdaniem dla mnie. I ja to zdanie biorę, i później przerabiam je na kostium.

JD/ST: Zostawiasz jakieś pole dla aktorów do dyskusji o kostiumie? Chcesz, żeby oni też mieli wpływ na swoje ubranie?

HP: Jasne, bardzo to lubię, ale tylko jeżeli są to uwagi, które mają sens. Bo komentarz, że „ja noszę rozmiar 38 i będę nosiła rozmiar 38 na scenie” to nie jest opinia, z którą mogę w jakikolwiek sposób wejść w dialog. Są tacy aktorzy, którzy lubią mieć wpływ, i tacy, którzy zupełnie nie odczuwają takiej potrzeby i można ich ubrać we wszystko. Lubię oba typy.

JD/ST: Jak było z Jezusem? Jak tam się układała współpraca z aktorami?

HP: Było super. Współpracowaliśmy. Nie było fochów i dąsów. Praca szła bardzo sprawnie. Pierwszym kostiumem był kostium Marii Magdaleny, czyli Sary Caller-Jezierskiej. Potem Jędrzej powiedział, że Metafora2 powinna mieć suknię, więc ją dostała. Tkaninę kupiłam w Krakowie, uważam, że jest bardzo piękna. Totalnie mnie zachwyca to, że wygląda tak, jakby była oblana smołą, i przypomina trochę olejne obrazy barokowe. Lubię też to, jak pracuje. Gośka jest cudowna w tej sukni. Najdłużej nie wiedzieliśmy, jak powinien wyglądać kostium Głucho-niewidomego3, który w całości został kupiony w TK Maxxie. No i wreszcie Katarzyna Kozyra4 – jej kostium po historii z ręcznikiem był oczywisty.

JD/ST: Co to za historia?

HP: Znalazłam w taniej odzieży ręcznik, na którym jest naga kobieta z wężem i jabłkiem, biblijna Ewa przypominająca Beyoncé. Wysłałam Hubertowi zdjęcie tego ręcznika, ale Hubert powiedział, że chyba nie będziemy chcieli motywów biblijnych i raczej go nie wykorzystamy. Nikt więcej o ręczniku się nie dowiedział, chociaż ja o nim cały czas pamiętałam. Po jakimś czasie Gosia, nasza Metafora i Krówka, wysyła mi zdjęcie Katarzyny Kozyry z Instagrama, która jest ubrana w bluzę uszytą z takiego samego ręcznika jak ten, który znalazłam. Myślę: „O fuck, ale creepy”. I jeszcze pamiętam, że padał wtedy deszcz. Szłam po ulicy w czarnym płaszczu przeciwdeszczowym i patrzyłam na telefon, który się właśnie zalewał, i po prostu nie wierzyłam w całą tę sytuację.

JD/ST: Są jeszcze jakieś inne historie konkretnych obiektów odzieżowych z tego spektaklu, które zostały ci w głowie?

HP: Głucho-niewidomy jest w swetrze uratowanym z TK Maxxa. To sweter z Zary. Kiedy go kupowaliśmy, był już w bardzo złym stanie i gdyby Hubert go nie znalazł, zostałby przeceniony na 2 zł, a później wylądowałby w śmieciach.

JD/ST: Czy instytucja teatru ma wpływ na twoją pracę nad spektaklem?

HP: Na moją pracę przede wszystkim ma wpływ obecność pracowni krawieckiej w teatrze i system zaliczek w nim obowiązujący, a nie jego prestiż. To, czy pracuję w lewicowej instytucji czy na tak zwanej prowincji – to nie ma żadnego znaczenia.

JD/ST: Czy w takim razie w Nowym jest pracownia krawiecka?

HP: Nie ma tam pracowni krawieckiej. Całe szycie odbywa się na zewnątrz, co ma bezpośredni wpływ na moją pracę. Kostium jest wtedy inny. Inaczej pracuję, kiedy mogę przyjść do pracowni krawieckiej o 7:30 rano i doglądać kostiumów w trakcie szycia, na bieżąco podejmować decyzje.

JD/ST: Czyli pracując w Nowym Teatrze, zlecasz szycie jakiejś zewnętrznej firmie?

HP: W Warszawie najczęściej szyję z Sebastianem Szaratą.

JD/ST: W takim razie co jest w Nowym, czego nie ma nigdzie indziej?

HP: W Teatrze Nowym totalnie zachwyciła mnie ogromna ilość pralek Miele, które są wspaniałe. To mnie absolutnie rozczuliło.

JD/ST: Robiłaś też kostiumy do Trzech Sióstr w Teatrze im. Juliusza Osterwy w Lublinie, w którym jest pracownia krawiecka. Czym te dwie prace różniły się od siebie?

HP: Pracownia krawiecka w Lublinie jest moją ulubioną w Polsce. Totalnie kocham tamtejsze panie krawcowe. Myśl, że znowu, robiąc kostiumy, będę pracować z tymi krawcowymi, jest moją największą motywacją do powrotu tam. One szyją wspaniale. Dlatego nie mogę znieść tej żenującej recenzji5, która ukazała się w „Didaskaliach”, na temat Trzech sióstr. Napisano tam, że kostiumy zostały źle uszyte. Uważam, że to jest skandal. Krawcowe z Osterwy szyją niewiarygodnie dobrze.

JD/ST: Wracając do Jezusa, co myślisz o recenzji Temidy Stankiewicz6? Ten tekst jest ewidentnie prawicowy i bardzo krytyczny, ale też zabawny. Chcesz polemizować z czymś takim, odpierać jej zarzuty?

HP: W ogóle nie. Nie obchodzi mnie, co myśli o mnie czy o Jezusie Temida Stankiewicz-Podhorecka. Zajmuje mnie to, co mają do powiedzenia ludzie, których szanuję.

JD/ST: Piaskowski i Sulima, mówiąc o Jezusie, podkreślali, że bardzo interesuje ich wpływ Chrystusa na bieg historii i że wartością, do której można go sprowadzić, jest miłosierdzie. Wydaje ci się, że postać Jezusa-performera miała wpływ na twoją, ale też pozostałych osób, pracę?

HP: Moich myśli nie zajmował Jezus. Podczas pracy w ogóle nie zastanawiałam się nad jego osobą, poza tym na scenie ani razu nie pada słowo „Jezus”. Za to między sobą nazywaliśmy ten spektakl „Jezuskiem”, co było dla mnie totalnie słodkie.

JD/ST: Dlaczego zrobiliście Jezusa?

HP: Zrobiłam ten spektakl z miłości, ponieważ uważam, że świat jej potrzebuje. Kiedy go oglądam, czuję się nim wybalsamowana, jak po koloroterapii czy naświetlaniu i innych takich rzeczach, jest mi z tym totalnie dobrze. Uważam, że nie można ciągle traumatyzować ludzi i tylko im dowalać. Wolę robić spektakle o miłości, bo uważam, że nie ma innej recepty na ten świat.

JD/ST: Byliście całą ekipą spektaklu na Paradzie Równości w Warszawie. To był też czas wyborów do europarlamentu. Myślisz, że to mogło mieć, nawet podświadomy, wpływ na waszą pracę? Na was?

HP: Parada miała na mnie na pewno wspaniały wpływ. Czułam się tam totalnie szczęśliwa! Wydaje mi się, że Parada w Warszawie jest dużo weselsza niż w innych miastach Polski. Szliśmy tam ze swoimi przyjaciółmi, ja szłam ze swoją siostrzenicą, i było miło. Na pewno dobrze mi to zrobiło w głowie, bo poczułam się szczęśliwa w tamtym momencie i pomyślałam, że może świat będzie jeszcze kiedyś fajny. Idąc w Paradzie, myślałam o tym, że super by było, gdyby premiera Jezusa była jej zakończeniem. No i oczywiście wzruszyli mnie ludzie, którzy szli z transparentami „Jezus gdyby żył, to szedłby z nami”.

JD/ST: Czy w trakcie robienia spektaklu o Jezusie byliście w kościele?

HP: Przechodziliśmy kiedyś obok kościoła na Zbawiksie i był tam koncert, więc weszliśmy. Oprócz tego nie zdarzyło się nam pójść tam drugi raz wspólnie. W moim przypadku jest tak, że od momentu, kiedy zrobiłam Matkę Boska Niespodziewaną z Maćkiem Buchwaldem, do której przygotowałam pięć kostiumów Matki Boskiej, jestem totalnie wkręcona w Maryjki i Jezuski. Wyobrażenia o nich totalnie mnie rozczulają. Dlatego lubię Włochy. Tam jest odpowiednia ilość Matek Boskich na ulicach. Lubię też przedmioty wokół kapliczek, te wszystkie kwiatki. Widok Matki Boskiej mnie uspokaja. To jak powrót do dzieciństwa. Teraz kościół nie jest miejscem, które lubię, ale wciąż sama figura Matki Boskiej miło mi się kojarzy. Nigdy bym sobie nie kupiła T-shirtu z Jezusem. Takie rzeczy mnie nie interesują. Czułabym się tym totalnie obciążona, a same symbole mogą być też różnie odczytywane.

JD/ST: Polska firma, A Private View, wypuściła bluzy z Matką Boską, która ma twarz Kylie Jenner, co o tym sądzisz?

HP: Mogę wzruszyć ramionami. To jest takie ubranie, które nie wiem, po co jest robione. Po pierwsze nie chciałabym się w to ubrać. A po drugie nie da się tego wykorzystać jako kostiumu, nie da się takiego ciucha w żaden sposób przerobić. Ta bluza jest i nic poza nią nie ma. Jak masz wielkie pryszcze, to się możesz w to ubrać. I ludzie będą patrzyli na bluzę, a nie na twojego pryszcza. Dla mnie to jest robione mniej więcej po to.

JD/ST: Napisałaś na swoim Facebooku: „kocham naszego Jezuska”. Za co go kochasz?

HP: Jest mi w tym spektaklu po prostu dobrze. Mógłby działać jako lek na depresję. Lubię tam dziecięcą naiwność. Lubię postaci, które mogę ubierać. Nie ma takiego kostiumu w Jezusie, którego bym nie lubiła. Są kostiumy, do których tęsknię, totalnie tęsknię za kostiumami w Puppenhaus, które są mi bardzo bliskie. I tęsknię za wzruszeniami, które mi przyniosły.

JD/ST: Kostiumy do Jezusa też Cię tak wzruszają?

HP: Tu też były wzruszenia. Momenty, w których ludzie gratulowali mi kostiumów i mówili, że dla nich to było wielkie WOW. To jest super. Wtedy myślę, że to wszystko ma sens. Bez tego też może ma sens, ale ja nie robię tego po to, żeby być szarą myszką, bo nigdy nią nie będę. Lubię dostawać brawa. Więc jak ktoś mi gratuluje i wiem, że w jakiś sposób przeżył ten kostium, to jest to dla mnie fajne. To mnie napędza, zwłaszcza jak mam chwile zwątpienia w świat. Szczególnie teraz, kiedy coś, co jest mi tak bliskie – ubrania – jest tak wielkim zagrożeniem dla świata i dla planety. To ważne, żeby wiedzieć, że to, co robię, ma sens. Szyjąc kostiumy, generuję więcej ubrań, więc warto się nie mylić.

JD/ST: Co myślisz o stylu Jezusa Chrystusa? Mówiłaś, że lubisz patrzeć na Maryjki, a jak działa na ciebie styl Chrystusa?

HP: Niespecjalnie lubię połączenie białego z czerwonym. Bo są to jednak kolory kraju, w którym żyję, i nie najlepiej na mnie działają. Nigdy też nie przepadałam za mężczyznami z długimi włosami. W programach, gdzie jurorkami są np. aktorki, pojawia się kategoria „ja bym się w to nie ubrała”. To ja mogę powiedzieć, że nie ubrałabym się jak Jezus. Najbardziej lubię serce z cierniami, ale też majtki, które ma na krzyżu – one w różnych jego przedstawieniach są różnie drapowane i w tym właśnie najbardziej uwidacznia się ludzka fantazja. Jeśli miałabym się w coś ubrać, to właśnie w te majtki.

Hanka Podraza – kostiumografka. Zaprojektowała kostiumy do takich spektakli jak: Puppenhaus. Kuracja (TR Warszawa, 2017), Trzy siostry (Teatr im. Juliusza Osterwy w Lublinie, 2018), Dawid jedzie do Izraela (TR Warszawa, 2018), Jezus (Nowy Teatr, Warszawa, 2019) w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego; Jednak Płatonow (PWST w Krakowie, 2015), Nauka chodzenia (Wrocławski Teatr Współczesny, 2016), Niewina (AST w Krakowie, Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu, 2017), Kongres (nie do końca) futurologiczny (AST w Krakowie, 2018) w reżyserii Pawła Miśkiewicza; Kowboj Parówka (Teatr Łaźnia Nowa w Krakowie, 2016) oraz Ożenek, czyli zdarzenie całkiem niewiarygodne w dwóch aktach (PWST w Krakowie, 2016) w reżyserii Wiktora Logi-Skarczewskiego; Akademia Pani Beksy (Teatr Lalki i Aktora „Kubuś” w Kielcach, 2017), Szelmostwa Lisa Witalisa (Teatr im. Cypriana Kamila Norwida w Jeleniej Górze), Malala. Dziewczyna z kulą w głowie (Teatr Współczesny w Szczecinie, 2018) w reżyserii Roberta Drobniucha, Efekt (AST w Krakowie, 2017), Spaleni słońcem_secondhand_ (AST w Krakowie, 2018) i Być jak Beata w reżyserii Magdy Miklasz (Teatr Współczesny w Szczecinie 2019), a także do koncertu galowego Miłe Panie i Panowie bardzo mili w reżyserii Agnieszki Glińskiej (Przegląd Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, 2018).

Przypisy
  1. przyp. red. Piotr Polak
  2. przyp. red. Małgorzata Biela
  3. przyp. red. Bartosz Bielenia
  4. przyp. red. Bartosz Gelner
  5. A. Ruszkiewicz, Kłopoty z konwencją, „Didaskalia”, 145/2018.
  6. T. Stankiewicz-Podhorecka, Haniebna samowola i fałsz, „Nasz Dziennik” 167/2019.
Podobne

Wszystkie barwy „Teatru”

Nie ma mowy o tym, żebyśmy kosztem indywidualnych przekonań wyznaczali sztywną linię pisma, choć oczywiście pewne opinie wyrażane są na naszych łamach częściej, a inne rzadziej. Pluralizm widać także w naszych corocznych werdyktach dotyczących nagród „Teatru”. Naszymi laureatkami w ostatnich latach była i Anna Seniuk i Justyna Wasilewska, a laureatami – Jerzy Stuhr i Andrzej Kłak. Choć oczywiście dla wyznawców post-teatru zawsze będziemy zbyt zachowawczy… – z Jackiem Kopcińskim rozmawia Katarzyna Niedurny w ramach cyklu wywiadów z redaktorami naczelnymi czasopism teatralnych.

19 01 2020

Całowanki zamiast zdrowasiek

Autor „Odlotu” tka swój udramatyzowany poemat z często nieoczywistych skojarzeń i strzępkowych cytatów, budując tym samym groteskową alegorię zglobalizowanej pamięci (pop)kulturowej, niejako przepuszczonej przez filtr katastroficzno-katolickiej wyobraźni. – o „Odlocie” Zenona Fajfera pisze Alicja Müller.

12 10 2019

Teatr na kredyt

Twórcy i twórczynie przeprowadzają krytyczną analizę rzeczywistości kapitalistycznej, w której relacje międzyludzkie, zarówno na płaszczyźnie społeczno-ekonomicznej, jak i moralnej, kształtują się w oparciu o pojęcie „długu” oraz modelowych figur wierzyciela/ wierzycielki i dłużnika/ dłużniczki. – Adriana Mickiewicz recenzuje „Dług” w reżyserii Jana Klaty.

12 10 2019

Liczba pojedyncza czy liczba mnoga?

Pozornie wydaje się, że tytułowa bohaterka filmu, Halla, mogłaby stać się jedną z aktywistek opisywanych przez Solnit. Wskazuje na to jej zaangażowanie w ochronę środowiska, wiara w swoje racje i chęć uzyskania wpływu na politykę energetyczną kraju, którego jest obywatelką – Zuzanna Berendt pisze o „Nadziei w mroku” Rebeki Solnit oraz o filmie „Kobieta idzie na wojnę” w reż. Benedikta Erlingssona

12 10 2019

Konstelacje

Formy niemieszczące się w określonej przez prawo strukturze są dowodem na to, że konieczność wyboru pomiędzy instytucją publiczną a kolektywem wciąż działa niekorzystnie na polaryzację pracy na rzecz rozwoju artystycznego i badawczego – pisze Anna Olszak o „Kolektywach teatralnych, artystycznych i badawczych”.

12 10 2019

Pismo w dobie przemian

Nie robiłem żadnej rewolucji. Dopiero po dobrych paru latach, już w dwudziestym pierwszym wieku, zmieniłem wewnętrzny układ pisma, czyli jego szkielet, strukturę. Zapłaciłem za to boleśnie, bo jeden z najbardziej poważanych przeze mnie ludzi w branży, mój niegdysiejszy promotor, Jerzy Timoszewicz, na parę lat zerwał ze mną wszelkie stosunki, krzycząc przedtem: „Dlaczego zabrał mi pan mój Dialog?!”. Tymczasem podstawa pozostała niezmieniona – z Jackiem Sieradzkim rozmawia Katarzyna Niedurny w wywiadzie otwierającym jej autorski cykl „Naczelni”.

12 10 2019

RAVE TILL THE GRAVE

Reżyserka tworzy silną paralelę między klasowym odbiorem choreomanii a tańcami wytworzonymi przez mniejszości rasowe i seksualne, będącymi ich własnym językiem buntu. Ostatecznie jednak przedstawiciele klas uprzywilejowanych zawłaszczyli te formy ekspresji i poddali je procesowi normatywizacji – Justyna Machaj pisze o „Truciźnie” w reżyserii Marty Ziółek

19 04 2020

W ruchu / w bezruchu

Kolory zalewają scenę, przestrzeń wypełnia gęsty dym. Piekielny skrzekot przeplata się z eterycznym dźwiękiem dzwoneczków i uderzeniami gongów, natchnione frazy pieśni Ne me quitte pas przeradzają się w słowa Psalmu 51 Miserere mei, Deus; spomiędzy kakofonii przebijają się wykrzykiwane manifesty rapera Bartusia 419. Twórcy Boskiej Komedii uruchamiają rozpędzoną machinę chaosu, tworzą wielowymiarowe sceniczne horror vacui. Stąd nie ma ucieczki – Agata Tomasiewicz pisze o „Boskiej Komedii” w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego.

25 03 2020

Było ich siedem. Osiem!

Skandal! Czy już poszła plotka o tym, że Diabły to nowa Klątwa i że dla własnego komfortu lepiej nie zabierać na spektakl zbyt dużej torebki, a w niej niepotrzebnych rzeczy, bo wejściu na salę towarzyszy kontrola bezpieczeństwa, która zawsze delikatnie opóźnia rozpoczęcie przedstawienia? – Agata M. Skrzypek pisze o „Diabłach” w reżyserii Agnieszki Błońskiej.

17 03 2020

Istotne sprawy studentów

Poddawanie się przymusowi tworzenia ostrych i wyrazistych opowieści o zbiorowych praktykach oporu, będących w istocie nieostrą negocjacją wielu interesów i potrzeb, stanowi odsłonę neoliberalnego przymusu produktywności w wytwarzaniu uproszczonych, nastawionych na efekt narracji o tym, że coś się jednak „udało”

14 02 2020

Stało się. Studium (nie)posłuszeństwa

Każda instrukcja, jak każdy performans, zawiera w sobie mikrowładzę, wciela jakąś teorię, wykładnię działania – instrukcja Bukowskiego nie jest od tego wolna. Ale może ważniejsze jest to, że służy do uwidocznienia pojawiających się i działających politycznych ciał.

14 02 2020

Mam ciało!

Na wszelkie kryzysy – nie tylko te tożsamościowe, ale i fizyczne – Dziemidok daje jedną receptę: trzeba tańczyć. Taniec zaczyna przy akompaniamencie ciszy, potem kontynuuje do muzyki, która jakby rozbrzmiewa w całości w jego głowie, a do widowni docierają tylko kakofoniczne stukoty. Niestaranna melodia przekształci się w końcowej tanecznej części wykładu performatywnego w swingowy In dieser Stadt Hildegard Knef. Wewnętrzny przymus tańczenia, który staje się wręcz miłością, wydaje się być jednocześnie życiowym spełnieniem i eskapizmem – dwiema nieodłącznymi stronami pasji. Jedyną miarą sensu tego działania jest pewność siebie – Agata M. Skrzypek pisze o festiwalu Ciało/Umysł.

13 02 2020

Grotowski i cała reszta

Próba umieszczenia „odwrotu od Grotowskiego” w ciągu nieświadomych walk o artystyczną niezależność podważa dużą część krytycznej recepcji działalności reżysera „Akropolis” koncentrującej się na problemie relacji władzy. Sygnał takiej dyskursywnej kapitulacji przed majestatem wielkiego twórcy odwraca uwagę od praktyk nauczyciela i kieruje ją na „traumę” uczniów. Z takiej perspektywy krytyka „męskiego geniusza” wytraca swoją sprawczość i wartość – Mateusz Kaliński pisze o „Ja, bóg” w reżyserii Tomasza Rodowicza i Joanny Chmieleckiej.

07 02 2020

Poszukiwania w ciele

Konstytuowanie się nowej, hybrydycznej, cielesnej tożsamości w spektaklu wyklucza istnienie binarnego systemu świata opartego na opozycjach: naturalne – sztuczne czy człowiek – maszyna –
Natalia Brajner pisze o „Końcu śmierci” w reżyserii Tomasza Bazana.

22 01 2020

Sztuka jest jak Ibuprom

Wyświetlane na ekranie ponad sceną nazwy miast otwierają kolejne rozdziały spektaklu, które, z pozoru zupełnie ze sobą niezwiązane, łączą się w spójny obraz przedstawiający niemoc, obcość, wyizolowanie i bezsilność wobec rzeczywistości. Każda z dziesięciu lokalizacji to inny krajobraz i inna perspektywa. Zaczynamy w Madrycie – Julianna Błaszczyk pisze o „Możliwościach znikających przed krajobrazem” w reżyserii Tanyi Beyeler i Pabla Gisberta.

23 12 2019

Alien

W momencie zwierzenia się bohaterki o chwili, w której poczuła, że choruje na nowotwór, na scenę wchodzi Piotr Polak w czerwonym, piankowym stroju raka. Twórcy i twórczynie konsekwentnie wykorzystują kampową estetykę, by przedstawiać coraz bardziej emocjonalne tematy. Kontrast między formą a treścią ma uderzać odbiorcę, co ma umożliwić mu pogłębioną analizę prezentowanych problemów – Julia Wróblewska pisze o „Jezusie” w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego.

16 12 2019

Aneks – recenzja wystawy „Zmiana ustawienia”

Rzecz jasna, podkreślany przez Buchwald oryginalny status zaprezentowanego w Zachęcie spojrzenia w przeszłość należy postrzegać przede wszystkim jako chwyt marketingowy, mający wyjść naprzeciw wszystkim tym, których zniechęca wizja niemałych sal warszawskiej galerii, po brzegi wypełnionych wyblakłymi projektami scenograficznymi i butwiejącymi konstrukcjami. Za niewinnym z pozoru gestem, kryje się jednak niebezpieczna, choć już całkiem dobrze rozpoznana, pułapka – pisze Maciej Guzy o wystawie „Zmiana ustawienia. Polska scenografia teatralna i społeczna XX i XXI wieku”.

09 12 2019

Biblia ilustrowana – esej o kostiumach w spektaklu „Jezus”

Korzystanie z oferty second handów, tworzenie prac z materiałów recyklingowanych staje się deklaracją kostiumografki i manifestem chęci ograniczenia negatywnego wpływu przemysłu odzieżowego na środowisko naturalne i występującej w jego ramach nadprodukcji ubrań – pisze Seba Tokarczyk o praktyce kostiumograficznej Hanki Podrazy oraz kostiumach w spektaklu „Jezus”.

09 12 2019

Słuchanie kryzysów

Goebbels, Lauwers i Marthaler – ojcowie (!) założyciele współczesnego europejskiego teatru, mający znaczący wpływ także na polskie środowisko teatralne po 1989 roku – prezentują swoje obserwacje na temat rzeczywistości w formie dość stotalizowanej struktury scenicznej, przygniatającej widzki i widzów niemal każdym swoim elementem – Maciej Guzy pisze o trzech spektaklch prezentowanych podczas tegorocznej edycji Ruhrtriennale w Bochum

31 10 2019

Rozejrzyj się

Podjęcie przez twórczynie i twórców teatralnych i performatywnych refleksji na temat krajobrazu nie powinno być zaskakujące – w końcu krajobraz nie jest naturalnym fenomenem, a filtrem, przez jaki patrzymy na rzeczywistość, konstruowanym zresztą przez sztuki wizualne od stuleci. – Kacper Ziemba pisze o spektaklach prezentowanych w ramach cyklu komuny//warszawa „Krajobraz. Minifest”.

21 10 2019

Destrukcja obsługi

Teatr o ekologicznym zacięciu musi wskazywać rzeczywistych winnych katastrofy klimatycznej. A do tego niezbędna jest ostra, polityczna sztuka, która pomogłaby wyzwolić polski mejnstrim z hegemonii neoliberalnego dyskursu.

12 10 2019

Maszynki do świerkania

Głos – jego skala, barwa i inne techniczne parametry – dyktuje śpiewakom nie tylko dobór ról, lecz także zmusza ich do podporządkowania codziennej egzystencji zachowaniu wokalnej kondycji – Katarzyna Dobrowolska pisze o sytuacji śpiewaków operowych

12 10 2019

Jak przestałem się martwić i pokochałem globalne ocieplenie

Jak pogodzić „faktyczność” globalnego ocieplenia z polityczną sprawczością człowieka, który miałby mu zaradzić? Sprzeczności tej niestety nie da się rozstrzygnąć, dopóki nie uznamy, że wiedza naukowa ma status probabilistyczny, a nie prawdziwościowy. Służy ona bowiem przewidywaniu przyszłości na podstawie dostrzeżonych prawidłowości, a nie samemu opisowi stanów rzeczy. – pisze Konrad Wojnowski w eseju poświęconym kryzysowi racjonalnego dyskursu w obliczu katastrofy klimatycznej.

12 10 2019

Zaniechać zemsty?

Dlaczego wybór padł konkretnie na Mosul? To miasto o wielowiekowej historii, biblijna Niniwa, do której zmierzał prorok Jonasz, by ostrzec jej mieszkańców przed gniewem bożym i skłonić ich do pokuty. Na szczęście Rau nie rozwija tego wątku w spektaklu, unikając skazania skomplikowanej rzeczywistości dzisiejszego Mosulu na naiwne chrześcijańsko-kolonialne moralizatorstwo – pisze Bartłomiej Janiczak o „Orestesie w Mosulu” w reżyserii Milo Raua.

12 10 2019

Ani praca, ani sztuka, ani prawda

Rubin i Janiczak wchodzą w dialog z nieprawdziwością propagandowego filmu, proponując zachwianie prawdziwością odczuć towarzyszących jego odczytywaniu. Co czujemy, gdy patrzymy na ludzi, którzy niedługo wyjadą do Auschwitz? Co to z nami robi? Jak możemy wyjść poza dialektykę przerażenia i litości? – Maciej Guzy recenzuje spektakl Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina „Kurt Gerron. Führer daje miasto Żydom”.

12 10 2019

W lustrze dalekiej kultury

Punktem odniesienia dla spektaklu Makohona jest teatr Takarazuka założony w 1914 roku w mieście o tej samej nazwie. Nowatorskość tego przedsięwzięcia polegała na tym, że na scenie występowały tylko kobiety, chociaż na początku ubiegłego wieku w japońskich teatrach grali głównie mężczyźni – Radek Pindor recenzuje „TAKARAZUKA camp” w reżyserii Eryka Makohona.

08 08 2019

Statyści we własnym życiu

Twórczynie i twórcy nie próbują zmieniać rzeczywistości, są bowiem świadomi swojej pozycji; dają temu wyraz, ofiarowując bohaterkom i bohaterom dużo wolności, w której ci mogą pozostać w stanie albo aktywności, albo kontemplacji. – Kacper Ziemba recenzuje „Kino moralnego niepokoju” w reżyserii Michała Borczucha.

05 07 2019

Ojcowie (z) Kościoła

Premiera spektaklu – zbiegająca się w czasie z filmem „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich – pozwala zwolennikom teorii spiskowych snuć domysły, że to kolejny przykład działalności antykościelnego układu – pisze Jan Karow o „Dzieciach Księży” w reżyserii Darii Kopiec.

05 07 2019

Grupa wsparcia – wywiad z Piotrem Mateuszem Wachem

Schemat jest wszędzie podobny. Wystawa, która kosztuje kilka milionów złotych czy dolarów, jest wielkim produktem, a osoby, które są w nią najmocniej zaangażowane, zostają wykorzystane – z Piotrem Mateuszem Wachem – artystą, tancerzem, performerem – rozmawia Julia Kowalska

05 07 2019

Odpowiedzialni za wyobraźnię

„Bezkarnie” jest kolejnym głosem krytycznym wobec ojców założycieli i ojców dyrektorów, których alienujące i totalizujące myślenie o teatrze podtrzymuje mity dotyczące społecznego statusu artysty.

04 07 2019

Dopiero śpiew daje swobodę?

Śpiew ma na stałe zarezerwowane miejsce na scenach teatrów dramatycznych, od eksperymentalnego teatru akademickiego w zachodnim stylu, po lokalne studia młodzieżowe czy emigracyjne amatorskie trupy – Katarzyna Dobrowolska pisze o roli pieśni w teatrze ukraińskim

04 07 2019

Nic tak nie działa jak czerwona sukienka

Wyjątkowe oddziaływanie retrospektywy „The Artist Is Present” opiera się na sile produkowanych przez Abramović obrazów, które wybijają się na niezależność i budują ikoniczny wizerunek artystki – Weronika Wawryk pisze o strategiach kreowania wizerunku przez Marinę Abramović

04 07 2019

Poważna sprawa

Wszystko wskazuje na to, że Marinie Abramović na etyce postępowania nie bardzo zależy, a pozycja, na jakiej często jest stawiana, to konstrukt, z którym nie identyfikuje się ona nawet w minimalnym stopniu. Tym, na czym wyraźnie jej zależy, jest poważne traktowanie własnej twórczości – Zuzanna Berendt recenzuje wystawę Mariny Abramović „Do czysta”

04 07 2019
SITEMAP