Liczba pojedyncza czy liczba mnoga?

Pozornie wydaje się, że tytułowa bohaterka filmu, Halla, mogłaby stać się jedną z aktywistek opisywanych przez Solnit. Wskazuje na to jej zaangażowanie w ochronę środowiska, wiara w swoje racje i chęć uzyskania wpływu na politykę energetyczną kraju, którego jest obywatelką – Zuzanna Berendt pisze o „Nadziei w mroku” Rebeki Solnit oraz o filmie „Kobieta idzie na wojnę” w reż. Benedikta Erlingssona

Ilustratorka: Kinga Brückman

Książkę Rebeki Solnit Nadzieja w mroku, którą wydawnictwo Karakter w czerwcu opublikowało w języku polskim, od pierwszych zdań czyta się ze świadomością tego, jaki światopogląd reprezentuje autorka. Nie mam na myśli tylko jej politycznego usytuowania, wyrażanej wprost troski o grupy marginalizowane i zaangażowania w istniejące problemy społeczne, polityczne i ekologiczne. Solnit pisze w przekonaniu, że działania podejmowane z nadzieją na poprawę sytuacji , powoli, ale systematycznie, będą zmieniać rzeczywistość na lepszą, choć – jak pisze autorka – nigdy doskonałą. W jej wywodzie nadzieja jest tak samo istotna jak samo działanie. W zakończeniu książki sugeruje czytelnikowi, że jeśli dotarł do tego momentu lektury, znajduje się w gronie osób, które tak jak ona wierzą w swoją sprawczość i mogą zaprowadzić w świecie pozytywne zmiany.

Wydaje się, że cały tekst Solnit opiera się na wyobrażeniu o istnieniu wspólnoty, której członkowie i członkinie, podobnie jak autorka, podejmując się aktywizmu na polu społecznym, politycznym czy ekologicznym, inicjują działania w skali, która jest dla nich możliwa, nie wyznając zasady „wszystko albo nic”. Zasada ta jest według Solnit przyczyną zaniechań wyznawców poglądów lewicowych, którzy nie są skłonni uznać sensowności tych zmian, które pozwalają rozwiązywać problemy całkowicie i najlepiej „za jednym zamachem”. Owi szlachetni malkontenci, sprytnie demaskując solidnie umocowaną w dyskursie medialnym retorykę jednostkowej odpowiedzialności za kryzys ekologiczny, uznają tylko zmiany systemowe. Jeśli niemożliwe jest ich wprowadzenie, każde działanie na mniejszą skalę stanowi bezużyteczne w skali globalnej zaspokajanie własnej próżności albo uciszanie sumienia. Solnit zostawia czytelnika z przekonaniem, że nie sposób przewidzieć dynamikę rozwoju wypadków zapoczątkowanych przez małą grupę ludzi w kraju, który nie jest ważnym graczem na scenie międzynarodowej. Jakkolwiek retoryka amerykańskiej eseistki może wydawać się archaiczna w formie (Renata Lis pisząc o niej w dwutygodniku1, nazwała ją „wiecową”, i trudno się z tym określeniem nie zgodzić), tak odświeżająca jest koncepcja podmiotowości i działania, jaką Solnit oferuje, ustanawiając jednostkę jako byt relacyjny, istniejący w polu sił, które intensywnie na nią oddziałują, ale też posiadający realną sprawczość. To obraz rzeczywistości, w której każdy jest zawsze o krok od zawiązania sojuszu. Autorka Nadziei w mroku „myśli w liczbie mnogiej”, skupia się na ruchu, do którego zainicjowania zdolne są grupy, a nie na nieruchomych twarzach, dających się łatwo wydrukować na okładkach pism i w podręcznikach historii.

Autorka Nadziei w mroku „myśli w liczbie mnogiej”, skupia się na ruchu, do którego zainicjowania zdolne są grupy, a nie na nieruchomych twarzach, dających się łatwo wydrukować na okładkach pism i w podręcznikach historii.

Trzy miesiące przed ukazaniem się Nadziei w mroku na ekrany polskich kin weszła islandzka produkcja Kobieta idzie na wojnę. Czytając książkę Solnit, przypominałam sobie film Benedikta Erlingssona i miałam poczucie, że istnieje między nimi interesująca relacja, jednak nie od początku byłam myśli, że jest to relacja oparta na przeciwieństwach. Pozornie wydaje się, że tytułowa bohaterka, Halla, mogłaby stać się jedną z aktywistek opisywanych przez Solnit. Wskazuje na to jej zaangażowanie w ochronę środowiska, wiara w swoje racje i chęć uzyskania wpływu na politykę energetyczną kraju, którego jest obywatelką.

W pierwszej scenie Halla (Halldóra Geirharðsdóttir), podczas samotnej ekspedycji, przy pomocy łuku przecina przewody elektryczne, których wyłączenie z sieci – jak się później okazuje – skutkuje zatrzymaniem produkcji przemysłowej w regionie i poważnymi stratami gospodarczymi dla całej Islandii. W gazetach pojawiają się ogłoszenia o wszczęciu śledztwa przez CIA, a podejrzanych łączy się z grupami terrorystycznymi. Historię otwiera więc prezentacja wizerunku bohaterki, który zmienia się w niespodziewany sposób, kiedy w kolejnej scenie poznajemy ją przez pryzmat relacji społecznych, w jakich funkcjonuje. Jest sympatyczną dyrygentką chóru, żyje w przytulnie urządzonym mieszkaniu. Ludzie, którzy ją otaczają, nie wiedzą, że to ona odpowiada za niszczenie sieci elektrycznej. Zawsze działa sama. Jeśli angażuje kogoś w swoją misję, to wybiera osobę dla siebie użyteczną: mieszkającego na odludziu kuzyna, który zapewnia jej kryjówkę podczas dochodzenia policji, kolegę z chóru, zatrudnionego w ministerstwie, który staje się dla niej (nie bez obaw) źródłem informacji o tym, co planuje rząd i policja wobec osoby zagrażającej energetycznemu bezpieczeństwu kraju. Swoją działalność kobieta utrzymuje w tajemnicy nawet przed siostrą bliźniaczką.

Choć Hallę można by nazwać aktywistką ekologiczną, określenie to wydaje się niewystarczające wobec skali podejmowanych przez nią wyzwań. Erlingsson kreuje nie działaczkę, a superbohaterkę, doskonale realizującą neoliberalny model wybitnej jednostki, która, by skutecznie wypełniać swoją misję, nie potrzebuje żadnych sojuszników, a co najwyżej osób na czas odsuwających przeszkody z jej drogi. Reżyser połączył specyficzny klimat islandzkiego kina, mocno osadzonego w surowych krajobrazach Północy, z czytelnymi dla widza konwencjami gatunkowymi popularnego filmu akcji. Halla ma w piwnicy „tajny pokój”, na którego ścianach wywieszone są mapy i plany. Ze swoim kolegą z ministerstwa rozmawia tylko w sytuacji, w której dopełnione są wszystkie zasady ostrożności; telefony schowane są do zamrażarki, a w pomieszczeniu nie ma urządzeń podłączonych do sieci internetowej, które mogłyby pełnić funkcję podsłuchów. Kiedy po raz drugi decyduje się na zniszczenie przewodów elektrycznych, używa do tego materiału wybuchowego, przywiezionego na miejsce akcji w zamaskowanych workach z nawozem. Udaje, że to prezent dla kuzyna, któremu nawóz ma posłużyć przy uprawie roślin. W filmie widzimy kilka efektowych scen pościgów, w których bohaterka dzięki sprytowi unika policji, chowa się przed helikopterem, a nawet niszczy drona, wysłanego na jej poszukiwania.

Do odnalezienia Halli państwo mobilizuje wszystkie możliwe środki, działając w przekonaniu, że ma do czynienia z groźną grupą przestępczą, posiadającą arsenał nowoczesnej broni. Reżyser jednak dba o to, by widzowie i widzki zobaczyli w bohaterce aktywistkę zakorzenioną w dwudziestowiecznej tradycji działania na rzecz praw człowieka, posługującą się archaicznymi – z dzisiejszej perspektywy – procedurami postępowania. W scenach realizowanych w jej mieszkaniu zwracają uwagę (wiszące w centralnym miejscu salonu) portrety Nelsona Mandeli i Mahatmy Gandhiego – reprezentantów formacji działania na rzecz praw człowieka, które choć osiągnęły swoje cele dzięki zaangażowaniu setek tysięcy ludzi, ostatecznie zyskały twarze mężczyzn-przywódców. Z kolei swój manifest dotyczący opieszałości polityków w reagowaniu na postępującą katastrofę ekologiczną Halla drukuje na ulotkach i dystrybuuje, zrzucając je z dachu hotelu w centrum miasta. „Analogowy” manifest bohaterki trafia oczywiście w obieg internetowy i to on pozwala na rozprzestrzenienie się treści.

„Kobieta z gór działa sama”. Deklarując samodzielne podejmowanie działań i ujawniając swoją płeć, bohaterka odwraca uwagę służb ścigania od mężczyzn oraz zorganizowanych grup przestępczych, które dotychczas znajdowały się w ścisłym kręgu podejrzanych. Okazuje się, że ostatecznie to płeć zapewniała Halli najmocniejsze alibi, z którego zrezygnowała, częściowo ujawniając swoją tożsamość.

Od momentu w którym Halla samotnie zrzuca z dachu ulotki, w filmie powraca fraza: „Kobieta z gór działa sama”. Deklarując samodzielne podejmowanie działań i ujawniając swoją płeć, bohaterka odwraca uwagę służb ścigania od mężczyzn (kilkakrotnie zatrzymano przemierzającego Islandię rowerem turystę z Ameryki Południowej, który był podejrzany o szpiegostwo i działalność terrorystyczną) oraz zorganizowanych grup przestępczych, które dotychczas znajdowały się w ścisłym kręgu podejrzanych. Okazuje się, że ostatecznie to płeć zapewniała Halli najmocniejsze alibi, z którego zrezygnowała, częściowo ujawniając swoją tożsamość.

Dopóki nie opublikowała swojego manifestu, jej specyficzny sposób działania, ekstremalną partyzantkę wysokiego ryzyka, odbierano (zarówno społecznie, jak też w dyskursie medialnym i politycznym) jako działanie na niekorzyść kraju, a nie wyraz troski o środowisko. Kiedy jej tożsamość została ostatecznie ujawniona wskutek policyjnego śledztwa, właściwie nic się w tej kwestii nie zmieniło. Przesłanie manifestu poszło w niepamięć, przyszła pora na ukaranie sprawczyni wielkich strat dla islandzkiego przemysłu. Halla, choć przez dwukrotne uszkodzenie głównych przewodów elektrycznych doprowadziła do czasowego obniżenia negatywnego wpływu przemysłu na środowisko, nie zdołała zaprowadzić żadnej społecznej zmiany, a wręcz spowodowała wzrost społecznej niechęci wobec ograniczenia produkcji przemysłowej. Działając samodzielnie, nie zapoczątkowała żadnego ruchu, a skutki jej poczynań, –choć spektakularne, –były ostatecznie krótkotrwałe.

Gdyby narracja filmowa ograniczyła się do opowiedzenia o Halli jako ekolożce-wojowniczce, prawdopodobnie widzowie i widzki mogliby wyjść z kina z poczuciem, że bohaterka poniosła porażkę, ponieważ jej misja zakończyła się zamknięciem w więziennej celi. Nie dzieje się tak jednak z powodu istotnego wątku, który reżyser w subtelny sposób wprowadza na początku filmu, by później stale pokazywać go jako punkt odniesienia wobec działań bohaterki na rzecz środowiska. Niedługo po pierwszym ataku na linie energetyczne Halla otrzymuje wiadomość z ośrodka adopcyjnego o pozytywnym rozpatrzeniu wniosku, który złożyła kilka lat wcześniej. Jeśli wciąż wyraża chęć adopcji dziecka, może zostać mamą czteroletniej Niki–, dziewczynki z Obwodu Donieckiego, która straciła na wojnie oboje rodziców. Informacja o Nice nie skłania Halli do zmiany swojego planu działania. W tygodniu który dzieli ją od wyjazdu na Ukrainę po Nikę, dokonuje wysadzenia linii energetycznych i, licząc na to, że nie zostanie odnaleziona przez policję, wyrusza na lotnisko, z którego jednak zawraca po usłyszeniu informacji o poszukiwaniach sprawczyni. W ostatniej części filmu kluczową rolę odgrywa siostra bliźniaczka Halli, Ása. Dzięki jej pomocy główna bohaterka ostatecznie może pojechać po dziewczynkę.

W zakończeniu widzimy Hallę, przemierzającą z Niką na rękach ulicę zalaną wodą, a przez to nieprzejezdną dla autobusów. Poprzemysłowy krajobraz miasteczka w Obwodzie Donieckim nie razi zniszczeniami wojennymi, ale ziszczeniem się jednego ze scenariuszy katastrofy ekologicznej, według którego kolejne zamieszkiwane dotychczas przez ludzi obszary znajdą się pod wodą. Kończący film obraz bohaterki-matki z dzieckiem na ręku, przemierzającej zalaną ulicę stanowi przeciwwagę dla pokazywanych wcześniej obrazów bohaterki-wojowniczki. Prawdopodobnie sprowadzenie Niki do Islandii spowoduje, że Halla dla bezpieczeństwa zrezygnuje z podejmowanych dotychczas działań. Nie ponosi jednak porażki, ponieważ bierze pod opiekę dziewczynkę.

Myślenie o działaniu w liczbie pojedynczej, charakterystyczne dla filmu Erlingssona, zyskuje w finale kolejny wymiar. Jest nim potwierdzenie, że ratowanie życia – w tym przypadku nie tyle ratowanie życia wobec niebezpieczeństwa śmierci, a otaczanie go opieką – równa się ratowaniu świata. Choć działanie Halli w obszarze aktywizmu zakończy się, to będzie trwać podjęta przez nią misja matki-obrończyni życia. Schemat opowieści o jednostkowej bohaterce, jaki Erlingsson zrealizował w swoim filmie, opiera się na zasadzie albo-albo: Albo radykalny ekologiczny aktywizm, albo sprawowanie opieki nad dzieckiem. Inaczej niż w książce Solnit, która promuje nieustanne działanie pod wpływem pojawiających się okoliczności i dostosowywanie się do nich przy lekceważeniu binaryzmów i ustanawianych przez nie norm. W Kobieta idzie na wojnę istotne momenty w życiu bohaterki to te, w których decyduje się na przyjęcie na siebie nowej roli, jednocześnie rezygnując ze starej.


Rebecca Solnit, Nadzieja w mroku. Nieznane opowieści, niebywałe możliwości, tłum. Anna Dzierzgowska, Sławomir Królak, Wydawnictwo Karakter 2019.

Kobieta idzie na wojnę (2018), reż. Benedikt Erlingsson, prod. Francja, Islandia, Ukraina

Przypisy
  1. R. Lis, Dekalog kojota, „Dwutygodnik”, 2019 nr 260, https://www.dwutygodnik.com/artykul/8354-dekalog-kojota.html [data dostępu: 18.09.2019].
Podobne

Wszystkie barwy „Teatru”

Nie ma mowy o tym, żebyśmy kosztem indywidualnych przekonań wyznaczali sztywną linię pisma, choć oczywiście pewne opinie wyrażane są na naszych łamach częściej, a inne rzadziej. Pluralizm widać także w naszych corocznych werdyktach dotyczących nagród „Teatru”. Naszymi laureatkami w ostatnich latach była i Anna Seniuk i Justyna Wasilewska, a laureatami – Jerzy Stuhr i Andrzej Kłak. Choć oczywiście dla wyznawców post-teatru zawsze będziemy zbyt zachowawczy… – z Jackiem Kopcińskim rozmawia Katarzyna Niedurny w ramach cyklu wywiadów z redaktorami naczelnymi czasopism teatralnych.

19 01 2020

Całowanki zamiast zdrowasiek

Autor „Odlotu” tka swój udramatyzowany poemat z często nieoczywistych skojarzeń i strzępkowych cytatów, budując tym samym groteskową alegorię zglobalizowanej pamięci (pop)kulturowej, niejako przepuszczonej przez filtr katastroficzno-katolickiej wyobraźni. – o „Odlocie” Zenona Fajfera pisze Alicja Müller.

12 10 2019

Teatr na kredyt

Twórcy i twórczynie przeprowadzają krytyczną analizę rzeczywistości kapitalistycznej, w której relacje międzyludzkie, zarówno na płaszczyźnie społeczno-ekonomicznej, jak i moralnej, kształtują się w oparciu o pojęcie „długu” oraz modelowych figur wierzyciela/ wierzycielki i dłużnika/ dłużniczki. – Adriana Mickiewicz recenzuje „Dług” w reżyserii Jana Klaty.

12 10 2019

Konstelacje

Formy niemieszczące się w określonej przez prawo strukturze są dowodem na to, że konieczność wyboru pomiędzy instytucją publiczną a kolektywem wciąż działa niekorzystnie na polaryzację pracy na rzecz rozwoju artystycznego i badawczego – pisze Anna Olszak o „Kolektywach teatralnych, artystycznych i badawczych”.

12 10 2019

Pismo w dobie przemian

Nie robiłem żadnej rewolucji. Dopiero po dobrych paru latach, już w dwudziestym pierwszym wieku, zmieniłem wewnętrzny układ pisma, czyli jego szkielet, strukturę. Zapłaciłem za to boleśnie, bo jeden z najbardziej poważanych przeze mnie ludzi w branży, mój niegdysiejszy promotor, Jerzy Timoszewicz, na parę lat zerwał ze mną wszelkie stosunki, krzycząc przedtem: „Dlaczego zabrał mi pan mój Dialog?!”. Tymczasem podstawa pozostała niezmieniona – z Jackiem Sieradzkim rozmawia Katarzyna Niedurny w wywiadzie otwierającym jej autorski cykl „Naczelni”.

12 10 2019

RAVE TILL THE GRAVE

Reżyserka tworzy silną paralelę między klasowym odbiorem choreomanii a tańcami wytworzonymi przez mniejszości rasowe i seksualne, będącymi ich własnym językiem buntu. Ostatecznie jednak przedstawiciele klas uprzywilejowanych zawłaszczyli te formy ekspresji i poddali je procesowi normatywizacji – Justyna Machaj pisze o „Truciźnie” w reżyserii Marty Ziółek

19 04 2020

W ruchu / w bezruchu

Kolory zalewają scenę, przestrzeń wypełnia gęsty dym. Piekielny skrzekot przeplata się z eterycznym dźwiękiem dzwoneczków i uderzeniami gongów, natchnione frazy pieśni Ne me quitte pas przeradzają się w słowa Psalmu 51 Miserere mei, Deus; spomiędzy kakofonii przebijają się wykrzykiwane manifesty rapera Bartusia 419. Twórcy Boskiej Komedii uruchamiają rozpędzoną machinę chaosu, tworzą wielowymiarowe sceniczne horror vacui. Stąd nie ma ucieczki – Agata Tomasiewicz pisze o „Boskiej Komedii” w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego.

25 03 2020

Było ich siedem. Osiem!

Skandal! Czy już poszła plotka o tym, że Diabły to nowa Klątwa i że dla własnego komfortu lepiej nie zabierać na spektakl zbyt dużej torebki, a w niej niepotrzebnych rzeczy, bo wejściu na salę towarzyszy kontrola bezpieczeństwa, która zawsze delikatnie opóźnia rozpoczęcie przedstawienia? – Agata M. Skrzypek pisze o „Diabłach” w reżyserii Agnieszki Błońskiej.

17 03 2020

Istotne sprawy studentów

Poddawanie się przymusowi tworzenia ostrych i wyrazistych opowieści o zbiorowych praktykach oporu, będących w istocie nieostrą negocjacją wielu interesów i potrzeb, stanowi odsłonę neoliberalnego przymusu produktywności w wytwarzaniu uproszczonych, nastawionych na efekt narracji o tym, że coś się jednak „udało”

14 02 2020

Stało się. Studium (nie)posłuszeństwa

Każda instrukcja, jak każdy performans, zawiera w sobie mikrowładzę, wciela jakąś teorię, wykładnię działania – instrukcja Bukowskiego nie jest od tego wolna. Ale może ważniejsze jest to, że służy do uwidocznienia pojawiających się i działających politycznych ciał.

14 02 2020

Mam ciało!

Na wszelkie kryzysy – nie tylko te tożsamościowe, ale i fizyczne – Dziemidok daje jedną receptę: trzeba tańczyć. Taniec zaczyna przy akompaniamencie ciszy, potem kontynuuje do muzyki, która jakby rozbrzmiewa w całości w jego głowie, a do widowni docierają tylko kakofoniczne stukoty. Niestaranna melodia przekształci się w końcowej tanecznej części wykładu performatywnego w swingowy In dieser Stadt Hildegard Knef. Wewnętrzny przymus tańczenia, który staje się wręcz miłością, wydaje się być jednocześnie życiowym spełnieniem i eskapizmem – dwiema nieodłącznymi stronami pasji. Jedyną miarą sensu tego działania jest pewność siebie – Agata M. Skrzypek pisze o festiwalu Ciało/Umysł.

13 02 2020

Grotowski i cała reszta

Próba umieszczenia „odwrotu od Grotowskiego” w ciągu nieświadomych walk o artystyczną niezależność podważa dużą część krytycznej recepcji działalności reżysera „Akropolis” koncentrującej się na problemie relacji władzy. Sygnał takiej dyskursywnej kapitulacji przed majestatem wielkiego twórcy odwraca uwagę od praktyk nauczyciela i kieruje ją na „traumę” uczniów. Z takiej perspektywy krytyka „męskiego geniusza” wytraca swoją sprawczość i wartość – Mateusz Kaliński pisze o „Ja, bóg” w reżyserii Tomasza Rodowicza i Joanny Chmieleckiej.

07 02 2020

Poszukiwania w ciele

Konstytuowanie się nowej, hybrydycznej, cielesnej tożsamości w spektaklu wyklucza istnienie binarnego systemu świata opartego na opozycjach: naturalne – sztuczne czy człowiek – maszyna –
Natalia Brajner pisze o „Końcu śmierci” w reżyserii Tomasza Bazana.

22 01 2020

Sztuka jest jak Ibuprom

Wyświetlane na ekranie ponad sceną nazwy miast otwierają kolejne rozdziały spektaklu, które, z pozoru zupełnie ze sobą niezwiązane, łączą się w spójny obraz przedstawiający niemoc, obcość, wyizolowanie i bezsilność wobec rzeczywistości. Każda z dziesięciu lokalizacji to inny krajobraz i inna perspektywa. Zaczynamy w Madrycie – Julianna Błaszczyk pisze o „Możliwościach znikających przed krajobrazem” w reżyserii Tanyi Beyeler i Pabla Gisberta.

23 12 2019

Alien

W momencie zwierzenia się bohaterki o chwili, w której poczuła, że choruje na nowotwór, na scenę wchodzi Piotr Polak w czerwonym, piankowym stroju raka. Twórcy i twórczynie konsekwentnie wykorzystują kampową estetykę, by przedstawiać coraz bardziej emocjonalne tematy. Kontrast między formą a treścią ma uderzać odbiorcę, co ma umożliwić mu pogłębioną analizę prezentowanych problemów – Julia Wróblewska pisze o „Jezusie” w reżyserii Jędrzeja Piaskowskiego.

16 12 2019

Aneks – recenzja wystawy „Zmiana ustawienia”

Rzecz jasna, podkreślany przez Buchwald oryginalny status zaprezentowanego w Zachęcie spojrzenia w przeszłość należy postrzegać przede wszystkim jako chwyt marketingowy, mający wyjść naprzeciw wszystkim tym, których zniechęca wizja niemałych sal warszawskiej galerii, po brzegi wypełnionych wyblakłymi projektami scenograficznymi i butwiejącymi konstrukcjami. Za niewinnym z pozoru gestem, kryje się jednak niebezpieczna, choć już całkiem dobrze rozpoznana, pułapka – pisze Maciej Guzy o wystawie „Zmiana ustawienia. Polska scenografia teatralna i społeczna XX i XXI wieku”.

09 12 2019

Biblia ilustrowana – esej o kostiumach w spektaklu „Jezus”

Korzystanie z oferty second handów, tworzenie prac z materiałów recyklingowanych staje się deklaracją kostiumografki i manifestem chęci ograniczenia negatywnego wpływu przemysłu odzieżowego na środowisko naturalne i występującej w jego ramach nadprodukcji ubrań – pisze Seba Tokarczyk o praktyce kostiumograficznej Hanki Podrazy oraz kostiumach w spektaklu „Jezus”.

09 12 2019

Słuchanie kryzysów

Goebbels, Lauwers i Marthaler – ojcowie (!) założyciele współczesnego europejskiego teatru, mający znaczący wpływ także na polskie środowisko teatralne po 1989 roku – prezentują swoje obserwacje na temat rzeczywistości w formie dość stotalizowanej struktury scenicznej, przygniatającej widzki i widzów niemal każdym swoim elementem – Maciej Guzy pisze o trzech spektaklch prezentowanych podczas tegorocznej edycji Ruhrtriennale w Bochum

31 10 2019

Rozejrzyj się

Podjęcie przez twórczynie i twórców teatralnych i performatywnych refleksji na temat krajobrazu nie powinno być zaskakujące – w końcu krajobraz nie jest naturalnym fenomenem, a filtrem, przez jaki patrzymy na rzeczywistość, konstruowanym zresztą przez sztuki wizualne od stuleci. – Kacper Ziemba pisze o spektaklach prezentowanych w ramach cyklu komuny//warszawa „Krajobraz. Minifest”.

21 10 2019

Destrukcja obsługi

Teatr o ekologicznym zacięciu musi wskazywać rzeczywistych winnych katastrofy klimatycznej. A do tego niezbędna jest ostra, polityczna sztuka, która pomogłaby wyzwolić polski mejnstrim z hegemonii neoliberalnego dyskursu.

12 10 2019

Maszynki do świerkania

Głos – jego skala, barwa i inne techniczne parametry – dyktuje śpiewakom nie tylko dobór ról, lecz także zmusza ich do podporządkowania codziennej egzystencji zachowaniu wokalnej kondycji – Katarzyna Dobrowolska pisze o sytuacji śpiewaków operowych

12 10 2019

Jak przestałem się martwić i pokochałem globalne ocieplenie

Jak pogodzić „faktyczność” globalnego ocieplenia z polityczną sprawczością człowieka, który miałby mu zaradzić? Sprzeczności tej niestety nie da się rozstrzygnąć, dopóki nie uznamy, że wiedza naukowa ma status probabilistyczny, a nie prawdziwościowy. Służy ona bowiem przewidywaniu przyszłości na podstawie dostrzeżonych prawidłowości, a nie samemu opisowi stanów rzeczy. – pisze Konrad Wojnowski w eseju poświęconym kryzysowi racjonalnego dyskursu w obliczu katastrofy klimatycznej.

12 10 2019

Zaniechać zemsty?

Dlaczego wybór padł konkretnie na Mosul? To miasto o wielowiekowej historii, biblijna Niniwa, do której zmierzał prorok Jonasz, by ostrzec jej mieszkańców przed gniewem bożym i skłonić ich do pokuty. Na szczęście Rau nie rozwija tego wątku w spektaklu, unikając skazania skomplikowanej rzeczywistości dzisiejszego Mosulu na naiwne chrześcijańsko-kolonialne moralizatorstwo – pisze Bartłomiej Janiczak o „Orestesie w Mosulu” w reżyserii Milo Raua.

12 10 2019

Ani praca, ani sztuka, ani prawda

Rubin i Janiczak wchodzą w dialog z nieprawdziwością propagandowego filmu, proponując zachwianie prawdziwością odczuć towarzyszących jego odczytywaniu. Co czujemy, gdy patrzymy na ludzi, którzy niedługo wyjadą do Auschwitz? Co to z nami robi? Jak możemy wyjść poza dialektykę przerażenia i litości? – Maciej Guzy recenzuje spektakl Jolanty Janiczak i Wiktora Rubina „Kurt Gerron. Führer daje miasto Żydom”.

12 10 2019

W lustrze dalekiej kultury

Punktem odniesienia dla spektaklu Makohona jest teatr Takarazuka założony w 1914 roku w mieście o tej samej nazwie. Nowatorskość tego przedsięwzięcia polegała na tym, że na scenie występowały tylko kobiety, chociaż na początku ubiegłego wieku w japońskich teatrach grali głównie mężczyźni – Radek Pindor recenzuje „TAKARAZUKA camp” w reżyserii Eryka Makohona.

08 08 2019

Statyści we własnym życiu

Twórczynie i twórcy nie próbują zmieniać rzeczywistości, są bowiem świadomi swojej pozycji; dają temu wyraz, ofiarowując bohaterkom i bohaterom dużo wolności, w której ci mogą pozostać w stanie albo aktywności, albo kontemplacji. – Kacper Ziemba recenzuje „Kino moralnego niepokoju” w reżyserii Michała Borczucha.

05 07 2019

Ojcowie (z) Kościoła

Premiera spektaklu – zbiegająca się w czasie z filmem „Tylko nie mów nikomu” braci Sekielskich – pozwala zwolennikom teorii spiskowych snuć domysły, że to kolejny przykład działalności antykościelnego układu – pisze Jan Karow o „Dzieciach Księży” w reżyserii Darii Kopiec.

05 07 2019

Grupa wsparcia – wywiad z Piotrem Mateuszem Wachem

Schemat jest wszędzie podobny. Wystawa, która kosztuje kilka milionów złotych czy dolarów, jest wielkim produktem, a osoby, które są w nią najmocniej zaangażowane, zostają wykorzystane – z Piotrem Mateuszem Wachem – artystą, tancerzem, performerem – rozmawia Julia Kowalska

05 07 2019

Odpowiedzialni za wyobraźnię

„Bezkarnie” jest kolejnym głosem krytycznym wobec ojców założycieli i ojców dyrektorów, których alienujące i totalizujące myślenie o teatrze podtrzymuje mity dotyczące społecznego statusu artysty.

04 07 2019

Dopiero śpiew daje swobodę?

Śpiew ma na stałe zarezerwowane miejsce na scenach teatrów dramatycznych, od eksperymentalnego teatru akademickiego w zachodnim stylu, po lokalne studia młodzieżowe czy emigracyjne amatorskie trupy – Katarzyna Dobrowolska pisze o roli pieśni w teatrze ukraińskim

04 07 2019

Nic tak nie działa jak czerwona sukienka

Wyjątkowe oddziaływanie retrospektywy „The Artist Is Present” opiera się na sile produkowanych przez Abramović obrazów, które wybijają się na niezależność i budują ikoniczny wizerunek artystki – Weronika Wawryk pisze o strategiach kreowania wizerunku przez Marinę Abramović

04 07 2019

Poważna sprawa

Wszystko wskazuje na to, że Marinie Abramović na etyce postępowania nie bardzo zależy, a pozycja, na jakiej często jest stawiana, to konstrukt, z którym nie identyfikuje się ona nawet w minimalnym stopniu. Tym, na czym wyraźnie jej zależy, jest poważne traktowanie własnej twórczości – Zuzanna Berendt recenzuje wystawę Mariny Abramović „Do czysta”

04 07 2019
SITEMAP